piątek, 10 lipca 2015




~***~




Przerażenie. To czuję, stojąc przed drzwiami Twojego mieszkania. Cała wręcz dygoczę, nie mając zielonego pojęcia, jak zareagujesz, gdy mnie po tych wszystkich latach zobaczysz. Raczej się nie ucieszysz, nie po tym, co zrobiłam. Powinnam się tego wstydzić. I tak właśnie było, dlatego uciekłam. Bo inaczej niż ucieczką, tego co zrobiłam, nazwać nie można. Jak największy tchórz w środku nocy spakowałam się i wsiadłam do pierwszego pociągu, który przyjechał na stację. Zaczęłam całkiem nowe życie, daleko od Ciebie, od przyjaciół. Rodziny nie miałam. Nic mnie w Częstochowie nie trzymało. A gdy już wyjechałam, nie było po co wracać. Nawet, gdy dowiedziałam się, że…
 - Nie. Musisz to zrobić Doris. Nie dla siebie, ale… Musisz! – mruczę pod nosem, podnoszę rękę i pukam do drzwi. Po chwili słyszę kroki w korytarzu. Nie mija nawet pięć sekund i drzwi się otwierają. Podnoszę głowę i widzę Ciebie. Patrzę i nie mogę uwierzyć, że wyglądasz tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy Cię zobaczyłam…

Biegłam, nie zwracając uwagi na otaczający mnie świat. Nic się nie liczyło. Nic poza tym, że moje serce właśnie pękło na pół. Zdradził. Oszukał. Zakpił ze mnie. A przecież nie dawniej, jak wczoraj tulił do siebie jak największy skarb i mówił, że kocha najbardziej na świecie.
Kłamał. Łgał jak z nut, bawił się, wykorzystywał. A ja jak ostatnia idiotka wierzyłam w każde słowo i kochałam jak głupia. Bo i czemu miałam nie kochać? Był moim ideałem, księciem z bajki, był tym pierwszym…
  ~ Kretyńska romantyczka! – wyrzucałam sobie, próbując powstrzymać jakoś lejące się z oczu łzy. Ale to nie było łatwe. Cały mój świat legł w gruzach, marzenia o wspólnej przyszłości stały się nierealne.
I właśnie wtedy wpadłam na Ciebie. I to jak wpadłam! Mało brakowało, a wylądowałbyś w kupie kolorowych, jesiennych liści ze mną na sobie. Na szczęście udało Ci się utrzymać równowagę. I chwała Ci za to. Trzymałeś mnie blisko siebie, cicho pytając, czy wszystko w porządku. I właśnie wtedy na Ciebie spojrzałam. Spojrzałam, a z moich oczu wypłynęła kolejna fala łez. Niewiele myśląc wtuliłam się w twój tors, z pewnością zawodząc, jak duch z nawiedzonego domu. A Ty mnie nie odepchnąłeś. Wręcz przeciwnie, objąłeś mnie mocniej i pozwoliłeś, żebym totalnie zmoczyła Twoją ciepłą bluzę. Nic nie mówiłam, Ty też nie. Dlatego później nie miałam pojęcia jak to się stało, że wylądowaliśmy w cukierni i zamówiliśmy wielkie lody z bitą śmietaną i najbardziej kaloryczne ciasto, jakie było w menu…

Patrzysz na mnie z szeroko otwartymi ustami, nie potrafisz wydusić z siebie ani jednego słowa. Opierasz się o framugę drzwi i uderzasz w nią głową z cichym stuknięciem, jednak dalej nie odrywasz ode mnie spojrzenia. W Twoich oczach widzę wiele uczuć, jednak najbardziej zauważalne są dwa. Radość i złość walczą ze sobą tak zażarcie, że chyba sam Bóg nie wie, które z tych odczuć zwycięży.
 - Przez chwilę myślałem, że to Paula – szepczesz schrypniętym głosem, a mnie przeszywa lodowaty dreszcz. To w pewnym sensie przez nią musiałam uciec.
 - Przepraszam, że cię rozczarowałam – mówię, zaciskając dłonie w kieszeniach kurtki.
 - Wejdź – przytomniejesz w końcu i szerzej otwierasz drzwi – Rozgość się.
Patrzę na Ciebie, nie bardzo rozumiejąc, jak możesz tak się zachowywać po tym, co zaszło między nami kilka lat wcześniej. Spoglądam w Twoje oczy i prawda uderza we mnie z całą mocą. Ty po prostu nic nie pamiętasz. Byłeś wtedy pijany, to prawda, ale nie sądziłam, że do tego stopnia.
 - Długo cię nie było – zagadujesz, siadając naprzeciwko mnie w fotelu. Opierasz łokcie na kolanach i wpatrujesz się w moje oczy – Gdzieś ty się podziewała?
 - Ja, widzisz, musiałam wyjechać. Tamtego dnia... Wtedy stało się coś, co zmusiło mnie do wyjazdu… - zamykam oczy i w duchu wyzywam się od idiotek – Ale nie od tego powinnam zacząć. Muszę ci powiedzieć coś o Pauli.
 - Twoja siostra nie żyje od siedmiu lat – warczysz, zaciskając dłonie w pięści.
 - Wiem, że ją kochałeś. I wiem, że to boli, ale ona… Ona nie była taka, jak ci się wydaje.
 - Co masz na myśli? – marszczysz czoło, wpatrując się we mnie tym swoim przeszywającym spojrzeniem.
 - Zauważyłeś pewnie, że niektóre wasze spotkania i randki się wyróżniały – mruknęłam.
 - Czy ja wiem… Może trochę – wzruszasz obojętnie ramionami i dodajesz – Przecież każda kobieta ma czasami humory, prawda?
 - Może i prawda… Tyle, że ja wiem dokładnie które wasze spotkania były inne. Wiem też dlaczego – widzę zainteresowanie w Twoich oczach. Zaciskam zęby i, mimo iż wiem, że pewnie bardzo Cię tym zranię, mówię całą prawdę – Wtedy to byłam ja nie Paula. Moja siostra bliźniaczka zmuszała mnie do zastępowania siebie na tych randkach, które jej nie odpowiadały.
 - Kłamiesz!
 - Paula wcale nie była taka, jak ci się zdawało. Umiała owijać sobie mężczyzn wokół małego paluszka. Nie byłeś pierwszy, ale też nie ostatni.
 - Mój Boże – zapadasz się głębiej w fotel, pogrążając się we wspomnieniach.
 - To jeszcze nie wszystko. Widzisz… Po jej pogrzebie upiłeś się i…Nie będę owijać w bawełnę…

Z wielkim trudem udało mi się wtaszczyć Cię po schodach na trzecie piętro. Nie mniejszym problemem było wydobycie klucza z Twojej kieszeni. Gdy tylko poczułeś moją dłoń wślizgującą się w poszukiwaniu klucza, od razu otrzeźwiałeś. Tak mi się przynajmniej zdawało. Wyprostowałeś się, spojrzałeś w oczy wiele mówiącym spojrzeniem i zacisnąłeś dłoń na moich włosach.
 - Nie krępuj się, maleńka – zamruczałeś – Och tak… Trochę w prawo… Ooo właśnie tam – domyśliłam się o czym mówisz, dopiero gdy nakierowałeś moją dłoń tam, gdzie chciałeś, żeby była. Nie spodobało mi się to, pewnie, że nie. W końcu byłeś narzeczonym mojej siostry. Mojej siostry, która właśnie została pochowana.
Z drugiej jednak strony od dawna marzyłam, żebyś wreszcie przejrzał na oczy i zobaczył, jaka naprawdę jest Twoja narzeczona. Marzyłam, żebyś uświadomił sobie, że to ja jestem tą jedną jedyną, nie ona. Bo przecież to ja Cię znalazłam. A ona Cię ukradła. Zawsze to robiła…
Nie bardzo wiedziałam jak, ale trafiliśmy do Twojego łóżka. Zdziwiłam się trochę, nie czując zapachu perfum Pauli na poduszce, ale Twoje usta błądzące po moim nagim ciele, skutecznie odgoniły ode mnie te myśli. Zatracałam się w Tobie coraz bardziej, zbliżałam się do szczytu z zawrotną prędkością, a gdy wreszcie tam dotarłam, Ty zacząłeś tę wędrówkę od początku.
W końcu zasnąłeś. Z rozwichrzonymi włosami i rozmarzonym uśmieszkiem na ustach. Chciałam zostać. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam. Ale nie mogłam. Nie po tym, co się stało. Wyswobodziłam się więc z Twojego uścisku i odeszłam. Wróciłam do domu, spakowałam się i wsiadłam do pierwszego pociągu, który nadjechał. Przesiadałam się wiele razy, by wreszcie zakończyć podróż Zakopanym.

 - …zawsze chciałam mieszkać w górach – kończę swoją opowieść, patrząc w Twoje przerażone oczy.
 - Więc to twój zapach czułem następnego ranka na poduszce – szepczesz – Musiałem być naprawdę zalany, skoro… Przepraszam, Doris. Pewnie na to za późno, ale przepraszam. Powiedz, mogę coś zrobić, żeby odkupić swoje winy?
Przecież nie ma czego wybaczać, kretynie – ciśnie mi się na usta.
 - W zasadzie jest coś, co możesz dla mnie zrobić…
Wpatrujesz się we mnie swoimi niebieskimi oczyma. Wiem, że cierpisz. Bo przecież każdy normalny człowiek właśnie tak by się czuł, gdyby dowiedział się tego, co Ty przed momentem. Twoja narzeczona okazała się całkiem inna niż myślałeś. Była zupełnie kimś obcym, a Ty przez lata kochałeś złudzenie.
 - Wtedy… Wtedy gdy się oświadczałem… - zamykasz oczy, jakby samo mówienie o tamtym dniu bolało – To byłaś ty, prawda?
 - Tak.
 - A Paula… Jak zareagowała?

Weszłam do mieszkania drżąc jak w gorączce. Oświadczyłeś się. Pauli. A jednak to na mojej dłoni znajdował się zaręczynowy pierścionek. Odwiesiłam kurtkę na wieszak i wolno weszłam do salonu.
 - Długo cię nie było – zauważyła Paula, nie odwracając wzroku od telewizora.
 - A ty szybko wróciłaś.
 - Daniel okazał się mniej ciekawy, niż sądziłam – wzruszyła ramionami – Co tam u mojego Miśka?
Patrzę na nią z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że ta dziewczyna była moją siostrą bliźniaczką? Była starsza o niecały kwadrans, a jednak różniłyśmy się jak ogień i woda. Mnie nigdy nawet nie przyszłoby do głowy, żeby zdradzać własnego chłopaka. I to takiego, jak Ty, Michał. Ja na jej miejscu każdego dnia dziękowałabym Bogu za to, że Cię mam. Ona miała Cię gdzieś. Dla niej ważna była tylko ona sama. Nikt inny się nie liczył.
 - Oświadczył się – zdjęłam z palca pierścionek i podałam go jej na dłoni.
Paula wybuchła śmiechem. Śmiała się długo, bardzo długo.
 - Czyś ty zgłupiała, Doś? Ja nie mam zamiaru za niego wychodzić!
Tydzień później już nie żyła.

 - Mój Boże – zamykasz oczy i zaciskasz dłonie w pięści – Jak ty z nią wytrzymywałaś?
 - Była moją siostrą. Kochałam ją.
 - A ona kochała wyłącznie siebie!
 - Wiem. Zawsze wiedziałam. Ale to nie zmieniło faktu, że była moją bliźniaczką.
 - Racja – mruczysz, przeczesując dłonią włosy – Więc… Co chciałaś mi powiedzieć?
Zamykam oczy, głośno wciągając powietrze. Przecież przyszłam tu , żeby Ci to powiedzieć. A teraz cała drżę z przerażenia. Bo przecież minęło siedem lat. Powinieneś dowiedzieć się o tym siedem lat temu.
 - Michale, mamy dziecko. Tomuś ma 6 lat i… Mój Boże, on… On…
 - Mamy… Ja nie… Ale…
 - Wiem, że to dla ciebie szok – szepczę, ocierając z policzka uparcie płynące z oczu łzy – Ale to jeszcze nie wszystko. To dopiero początek horroru…
 - Horroru? Skoro to dla ciebie takie straszne, dlaczego go urodziłaś?
 - Urodziłam go, bo był twój. Kocham go, Michał. Najbardziej na świecie.
 - Tak jak zawsze kochałaś mnie – szepczesz przerażony – A ja byłem jak niewidomy. Widziałem to, co chciałem widzieć…
 - Tomek ma białaczkę. Potrzebny mu przeszczep szpiku.
Moje słowa całkowicie Tobą wstrząsają. Opadasz na kolana, chwytasz moje lodowato zimne dłonie i przytulasz do nich twarz.
 - Przepraszam, Doris. Przepraszam.
 - Michał… Ale za co?
 - Za co tylko chcesz. Za to, że musiałaś przeze mnie wyjechać. Za to, że zaciągnąłem cię do łóżka, za to, że mnie przy tobie nie było. Za to, że… Że…

 - Nie przepraszaj. Po prostu ze mną bądź, dobrze? Potrzebuję cię.





Wiem, że już się pożegnałam, ale... 

Pozdrawiam ;*