Rozdział
5
Leżę w łóżku, przewracając się z boku na bok. Strasznie
chce mi się spać, ale jakimś dziwnym trafem nie mogę zasnąć. Przed oczami
ciągle mam Wojtka. Jego uśmiech, te oczy o niezidentyfikowanym kolorze, głos,
który coraz częściej przyprawia mnie o dreszcze. Wiem, co to oznacza. Wiem i
cholernie się tego boję. Chociaż w zasadzie to nie mam czego się bać. Przecież
ja dla niego nie znaczę zupełnie nic. Gdyby było inaczej, nie zapomniałby tak
po prostu o tych kilku przyjemnych chwilach w szafie Bartka Krzyśka.
- Debilka –
mruczę pod nosem, wychodząc z łóżka. Zrzucam z siebie piżamę i wyciągam z szafy
pierwsze spodnie, które wpadają mi w ręce. Ubieram je, to samo robię z
niebieską bluzą Ferensa, która jakimś dziwnym sposobem znalazła się w mojej
szafie.
Jak najciszej umiem, otwieram drzwi pokoju i na
palcach wymykam się z mieszkania. Skoro nie mogę spać, nie ma sensu leżeć w
łóżku, a skoro oni śpią, nie mogę ich budzić. Zwłaszcza, że oni następnego dnia
wyjeżdżali na zgrupowanie do Spały.
Wolno idę przed siebie, nie myśląc nawet o kierunku.
Moje myśli wciąż krążą wokół jednego człowieka. Nie mogę dłużej przed sobą
udawać. Jakimś dziwnym trafem się zakochałam. A skoro on nie kochał mnie, chyba
nie mogłam dłużej z nimi mieszkać. Musiałam się wyprowadzić.
Uśmiecham się pod nosem, widząc znajome miejsce nad
jeziorem. Nieważne kiedy i z jakim problemem, nogi zawsze prowadziły mnie w
jedno miejsce. Tam, gdzie po raz pierwszy go spotkałam. I chociaż miejsce to
znalazłam dużo wcześniej, teraz kojarzyło mi się tylko z nim. Gdy tylko
zamykałam oczy, znów czułam, jak tamtego dnia mnie pocieszał i przytulał.
- Czułem, że cię tu znajdę – prawie wpadam do
jeziora, słysząc za sobą jego głos.
- Chcesz mnie
zabić, kretynie?! – wydzieram się, tłukąc go piąstką po ramieniu.
- Jest środek
nocy. Mała, możesz mi wytłumaczyć, dlaczego włóczysz się sama nad jeziorem?
- Nie mogłam
spać – mruczę, opadając na trawę.
- Dlatego
zawinęłaś moją bluzę i uciekłaś w środku nocy całkiem sama? A jakby coś się
stało? Ktoś mógł cię napaść!
- Chyba ty!
- Przestań!
Przecież wiesz, ze ja nie…
- Oczywiście,
że ty nie! Przecież jestem tylko nic nie wartym, upierdliwym gówniarzem, który
pewnej nieszczęsnej nocy się do ciebie przypałętał! No zobacz, jaki zbieg
okoliczności! Spotkaliśmy się właśnie w tym miejscu!
- To raczej
ja się przypałętałem. O ile dobrze pamiętam, to ty tu siedziałaś, dziwnym
trafem też w środku nocy.
-
Najwyraźniej lubię pałętać się sama nocami – burczę, nawet na niego nie
patrząc.
- Paula,
przestaniesz się wygłupiać? Co cię ugryzło?
- Nic! Idź do
diabła!
- Chodzi o
Haina, prawda? Co tej pajac ci zrobił?!
- Czemu
myślisz, że to on coś mi zrobił?
- Bo jest
głupi i paple od rzeczy. On na pewno nie chciał…
- To nie on.
- Nie? Więc
kto?
- Zgadnij,
geniuszu – przeszywam go morderczym spojrzeniem.
- Mówisz… Ja?
Chodzi ci o mnie? Co ja ci takiego zrobiłem?
- Nic. Jedno
wielkie nic.
- Nie
rozumiem cię, Pauliś.
- Pogadamy,
jak zrozumiesz. Myślałam… Miałam nadzieję… - zamykam oczy i kręcę głową –
Nieważne.
- Wracajmy do
domu.
- Ja nie mam
domu.
- Nie
wygłupiaj się!
- Chcę tu
zostać.
- Uparty
osioł – mruczy pod nosem.
Mam wrażenie, ze chce odejść. Ale on robi całkowicie co innego.
Siada za mną, mocno obejmując mnie ramionami i kładzie brodę na czubku mojej
głowy.
- Wojtek? –
szepczę, lekko się odwracając - Obchodzę
cię chociaż trochę?
- Żartujesz,
prawda?
- Czemu
miałabym żartować? Przecież masz mnie gdzieś.
I nie patrz tak na mnie! Gdybym cię chociaż trochę obchodziła, porozmawiałbyś
ze mną o tym co stało się w szafie u Bartka!
Nie daję mu
dojść do słowa. Wyrywam się z jego uścisku i prawie biegnąc ruszam przed
siebie. Nie mam pojęcia, co mnie opętało, żeby mówić mu o tej nieszczęsnej
szafie.
- Paula,
stój! - łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stronę.
- Spadaj! –
opieram obie ręce na jego torsie i popycham z całej siły. Chwilę później słyszę
zduszony krzyk i głośny plusk.
- Dlaczego to
zrobiłaś? – pyta, wychodząc z jeziora. Jest kompletnie przemoczony, krople wody
spływają mu nawet po włosach.
- Bo cię
kocham, do diabła! – wrzeszczę.
Odwracam się do niego placami z zamiarem szybkiej
ewakuacji, jednak on zatrzymuje mnie, kładąc dłonie na moich ramionach. Wolno
odwraca mnie z powrotem w swoją stronę. Stoi przede mną, przemoczony do suchej
nitki, ani na moment nie spuszczając wzroku z mojej twarzy.
- Co
powiedziałaś? – pyta prawie niedosłyszalnym szeptem.
- Ty już
dobrze wiesz! I puść mnie! Idę do Haina! – próbuję się wyrwać, ale on tylko
mocniej zaciska palce na moich ramionach.
- O nie,
Mała! Teraz to na pewno cię do niego nie puszczę! – warczy.
Patrzę na niego wielkimi ze zdziwienia oczyma. Wygląda
prawie tak, jakby był o Piotrka zazdrosny. Ale to przecież bez sensu. Przecież
jestem dla niego nic nie znaczącą przybłędą…
- Chcesz mnie
udusić? – piszczę, gdy zaczyna przesuwać dłonie w górę, w kierunku mojej szyi.
- Czasami
pewnie będę miał na to ochotę – mruczy z ustami tuż przy moich ustach – Ale
teraz mam w planach coś ciekawszego.
Nie udaje mi się już odezwać, ani nawet pomyśleć nad
tym, co mogłabym powiedzieć. Gdy jego usta dotykają moich, czuję, jakbym
przeniosła się do innego świata. Bezwiednie zarzucam mu ramiona na szyję i
staję na palcach, by być bliżej niego. Mam wrażenie, że to tylko sen. Piękny
sen, który niedługo się skończy…
- Paula?
- Hmm? –
mruczę, nie otwierając oczu. Ciągle mocno się w niego wtulam, nie przeszkadza
mi nawet to, że jest mokry.
- Wracajmy do
domu.
- Ale…
- Chodź,
kochanie. Chyba nie chcesz, żeby mnie grypa rozłożyła przed samym zgrupowaniem?
Jako moja dziewczyna powinnaś o mnie dbać.
- Jako twoja…
Idiota!
- I tak mnie
kochasz.
I po co ja mu to powiedziałam?
I to by było na tyle.