Rozdział 4
Wolno idę po nierównym chodniku. Wysokie obcasy
miarowo stukają w szare płyty. Zrobiłam to. Napisałam maturę. I to z chemii,
która tak mnie przerażała. Teraz już jednak wiem, że nie było czego się bać.
- Paula! I
jak? Dałaś radę? Booosz, o co ja się pytam! Pewnie, że dałaś! Kto, jak nie ty?
No chodź do wujka Piotrka!
- Hain… -
zaczynam, ale rezygnuję z dokończenia. Zamiast tego wbijam mu palec między
żebra, a potem mocno przytulam.
Odsuwam się i niepewnie patrzę na stojącego przy granatowej
fieście Piotrka blondyna. A on uparcie rozgląda się dookoła, jakby mnie tu nie
było.
- Coś ty mu
zrobiła? Wygląda, jakby się ciebie bał – szepcze mi do ucha brunet.
- Jego
spytaj. To on się jak dzieciak zachowuje – prycham, łapiąc za klamkę tylnych
drzwi.
- Paula! –
zamieram, słysząc znajomy głos. Czuję, jak do moich oczu napływają łzy.
Zaciskam jednak zęby i wolno odwracam się w stronę kobiety.
- Czego
chcesz? – pytam, wcale nie siląc się na milszy ton.
- Nie musisz
z nią rozmawiać, Pauliś – szepcze mi do ucha Wojtek. Nie mam pojęcia kiedy
znalazł się przy mnie i złapał mnie za rękę.
- A kim ty
jesteś, żeby mówić mojej córce co może, a czego nie?!
- Mów co masz
do powiedzenia – wcinam szybko, żeby powstrzymać kłótnię, która zbliża się
wielkimi krokami.
- Wolałabym…
- Tutaj i
teraz albo wcale. Decyduj.
- Jesteś tak
samo uparta, jak twój ojciec! – krzywi się.
- Rozumiem,
że nie mam odbierać tego, jako komplementu?
- Wróć do
domu, Paula.
- Nie.
- Wolisz
mieszkać z tym.. Tym…
- Ten, jak go
nazwałaś, zrobił dla mnie więcej przez jeden dzień niż ty przez ostatni rok.
Żegnaj… Mamo – otwieram drzwi i wsiadam do auta, nie zaszczycając matki nawet
krzywym spojrzeniem.
- Życzę
szczęścia z moim ojcem – słysząc słowa Ferensa, o mało się nie uśmiecham. Nie
próbuję sobie nawet wyobrazić miny matki po tym, co usłyszała.
- A teraz
może mi wytłumaczycie, co to było za przedstawienie? – pyta Piotrek, gdy za
Wojtkiem zamykają się drzwi.
- Ty powiedz
– mruczę, opierając głowę o zagłówek. Na dziś mam już dosyć wrażeń.
Otwieram oczy, gdy czuję, że samochód zatrzymuje się
na parkingu. Zamiast znajomego bloku, widzę jednak supermarket. O. Mój. Boże.
- Nie wyjdę!
Nie idę z wami na zakupy!
- Chyba nie
masz wyjścia.
- Cholera by
was wzięła! – warczę pod nosem, posłusznie wysiadając z tej kupy złomu.
- No Pauliś!
Nie gniewaj się, proooooooooooszę.
- Piotruś,
powinieneś wiedzieć, ze ja to nie Feru. Na mnie twoje słodkie oczy nie działają.
- Eeej! Czy
ty coś sugerujesz?
- No gdzież
bym śmiała oskarżać gwiazdy polskiej siatkówki o bycie pedałami. Proszę was –
szczerzę się wesoło. Dobrze wiem, że mi nie uwierzyli – A teraz poważnie. Wy
naprawdę chcecie robić zakupy? Teraz?
- Oczywiście.
O niczym innym nie marzymy, prawda Piotrek?
-
Najprawdziwsza prawda!
- No niech
wam będzie. Hain bierz wózek, a ty… A ty nie zgub się pomiędzy półkami.
Zakupy z nimi to horror. Najgorszy, jaki można sobie
wyobrazić. Zazwyczaj tak było. Dziś i Wojtek i Piotrek są nadzwyczaj poważni.
Zachowują się jak ludzie, a nie jak zwierzęta wypuszczone z klatek.
- A co na
wieczór? Bierzemy wino, mała?
- Chcecie
mnie upić i niecnie wykorzystać? Po moim trupie!
- Po prostu
chcemy spędzić miły wieczór przed…
- Przed czym?
- Przed
jutrem – Wojtek mówi do mnie, ale morduje wzrokiem Haina. Te dwa bałwany coś
ukrywają.
- Mam
nadzieję, że wieczorem dowiem się, co to za tajemnice.
- Oczywiście
– kiwają głowami.
- Więc może
być wino. Dużo wina! Mamy w końcu co świętować.
- Mamy?
- Mam
wakacje, ciołku! Najdłuższe wakacje w życiu!
- A no tak.
Bierz jeszcze dwie! – zarządza Hain, a ja widzę już, jak po wypiciu tego, co
zapakowali do wózka, tulą się do siebie i mruczą, jak to bardzo się kochają. I
mnie też oczywiście! W końcu jestem trzecim kątem ich miłosnego trójkąta!
Idioci.
Szok to mało powiedziane. Jestem totalnie skołowana.
Piotrek i Wojtek całe popołudnie spędzają w kuchni, wyrzucając mnie za każdym
razem, gdy tylko próbuję przekroczyć próg. Boję się tego, co tam później
zastanę, ale pozwalam im robić to, co uroiło się im w tych siatkarskich
łepetynach.
- Kolacja! –
drze się Wojtek, a ja o mało nie spadam z łóżka.
- Mam
nadzieję, że to przeżyję i… - wchodzę do kuchni i staję jak wmurowana. Wszystko
jest na swoim miejscu, nic nie wybuchło i nawet kuchnia wygląda nie najgorzej –
Nie wierzę! Wy potraficie zachowywać się jak ludzie!
- Jakoś sobie
radziliśmy, gdy ciebie nie było.
Nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Spodziewałam się
najzwyklejszych kanapek i herbaty, zamiast tego na stole stoi zapiekanka i
jakaś warzywna sałatka. I dopiero co wyciśnięty z pomarańczy sok. I wszystko
okazuje się zjadalne. Nawet bardzo zjadalne. A oni sami wydają się trochę
zaskoczeni własnymi kulinarnymi zdolnościami.
- Jak nic do
master szefa się nadajemy – szczerzy się Feru, wyciągając z szafy kieliszki do
wina – W salonie chyba będzie wygodniej, co nie?
- Dość już
czekałam. Teraz mi ładnie powiecie, co to był za cyrk – rozkazuję, gdy już
każdy wygodnie siedzi w swoim fotelu.
- No więc… -
zaczyna Piotrek, kręcąc się, jakby miał owsiki – Nie! Ty jej powiedz!
- Tchórz! –
prycham, wyczekująco wpatrując się w blondyna.
- Chodzi o
to, że na jakiś czas zostaniesz tu sama.
- Zapomniałam!
No cholera, jak mogłam zapomnieć?! – podskakuję, zalewając się winem – Przecież
wy na kadrę jedziecie!
- No widzisz?
– syczy Wojtek do przyjaciela – Mówiłem, że się ucieszy!
- Baliście
się mi powiedzieć?
- Bo widzisz,
nie chcieliśmy, żebyś siedziała tu sama i w ogóle – Piotrek zatacza rękoma
koło.
- Kochani
jesteście! – odstawiam kieliszek na stolik i rzucam się na szyję siedzącemu
bliżej Hainowi.
- Mała,
wypiłaś trochę wina i już się na mnie rzucasz? Może nie tak przy Wojtku, co?
- A go to w
ogóle obchodzi? – pytam, wlepiając w niego spojrzenie. Ucieka wzrokiem, na co
ja prycham mało elegancko.
- Zaraz
zamknę was w szafie i nie wypuszczę, dopóki się nie pogodzicie! – grozi.
Zaciskam zęby i kątem oka spoglądam na Ferensa.
Widząc jego nieudaną próbę powstrzymania śmiechu, sama zaczynam chichotać.
Moment później śmiejemy się, jak para wariatów, nie zwracając najmniejszej
uwagi na obrażone mruczenie Haina, który w końcu obraża się na dobre i idzie do
siebie, obiecując, że nigdy więcej się do nas nie odezwie.
Po nieplanowanym urlopie :) Chyba może być.
Wujcio Piotrek królem wioski! :D Uwielbiam go i jego akcje względem Pauli :D
OdpowiedzUsuńNiech się tak nie obraża, w końcu mu zależało, żeby się dogadała z Wojtkiem.
A tutaj wyczuwam chemię, na kilooomeeeetr :D
Jaka piękna kolacja, naprawdę się starali skoro takie pyszne :)
Konfrontacja z matką. Ugh. Nie spodziewała się takiego wsparcia u boku córki. Suprise, synek kochanka.
Nie chcę, żebyś kończyła :(
Pozdrawiam
No no wspomnienia o akcji w szafie powracają:) Hehehe uwielbiam tych chłopaków!:) Co za flądra z tej mamy Pauli ! Wrr nie cierpię takich ludzi! Dobrze, że Paula ma wsparcie:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń[just-a-dream-lovearsenal]