Jeden
Życie to wielkie pasmo zawirowań i niespełnionych marzeń. Każdy
człowiek ma chyba takie pragnienie, które się nie ziściło. Z różnych powodów.
Niektórych marzeń po prostu nie da się spełnić. Bo przecież gwiazdki z nieba
otrzymać nie można... A niektóre po prostu się nie spełniają, bo pojawiają się
przeszkody nie do pokonania.
Niektórym ich życie wydaje się wręcz idealne. Masz szczęśliwą
rodzinę, kochającą się i wspierającą w trudnych chwilach. Wszystko układa Ci
się tak, jak sobie zamarzyłaś. I wtedy staje się coś, co burzy ten idealny
porządek Twojego świata. Może to być wielka tragedia, albo nic nie znaczący
szczegół, który powoduje, że Twój świat wali się w gruzy.
Tak było ze mną... Byłam szczęśliwa, miałam wszystko to, o czym
może marzyć dwudziestolatka. Mieszkanie, studia, weekendową pracę, rodziców,
którzy, choć nie zawsze popierali każdą moją decyzję, po prostu byli przy mnie.
I wtedy w moje życie wkroczył on. Buntownik, wariat, arogant… Miał dużo wad. W
zasadzie to jego zalet dziś już nie pamiętam. Ale jakieś chyba musiał mieć,
skoro się w nim zakochałam…
Wychodzę z budynku Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i kieruję
się do swojego auta, gdy ktoś zachodzi mi drogę.
- Przepraszam – mówię,
nawet nie podnosząc głowy.
- Ależ ja się nie gniewam
– mruczy uwodzicielskim głosem.
Ale mnie to nie rusza. Zerkam na niego spod rzęs. To co widzę
zapewne wielu dziewczynom się podoba. Mnie niekoniecznie. Cwaniacki uśmiech,
zielone, świdrujące oczka, wlepione w mój dekolt i rozczochrane, brązowe włosy.
Nie mój typ, nie moja liga.
- Siemasz Kadzinko! Co ty
tu robisz, człowieku? – słysząc za sobą głos kolegi z grupy, odwracam się.
Stoi przede mną uśmiechnięty, cieszy się, że widzi tego kudłacza
za mną. Jest zupełnie inny niż on. Krótkie, jasne włosy ma idealnie obcięte i
ułożone. W jego niebieskich oczach nie ma ani krzty fałszu, a uśmiech jest po
prostu szczery. Taki, jak być powinien.
- O! Darka, znasz Kadzia?
Nie wiedziałem…
- Nie znam. Szłam do
samochodu, gdy… - urywam, by obrzucić Kadzia zniesmaczonym spojrzeniem – To coś
przede mną wyrosło.
- To coś?! COŚ??!! –
wydziera się szatyn – Gdybyś wiedziała kim jestem, inaczej byś śpiewała!
- Darka, to mój kolega z
AZS-u. Wariat i debil. Ale zyskuje przy bliższym poznaniu.
- Dziękuję, Paweł, ale
nie skorzystam. Na razie – macham ręką, wymijam kudłacza i wsiadam do auta.
Ruszam, nie zaszczycając Kadzia nawet krzywym spojrzeniem.
Siedzę z Luśką w naszym ulubionym barze. Mają tu najlepsze
zapiekanki w calusieńkim Olsztynie. Mają też piwo, które idealnie do nich
pasuje. I pracuję tu w weekendy, więc muszę jakoś reklamować miejscówkę, by
przyciągnąć klientów.
- A ten Paweł, ten twój
kolega, wiesz który… - mówi, żywo przy tym gestykulując. Zupełnie, jakby
chciała mi pokazać, jak ten „wiesz który Paweł” wygląda.
- Chodzi ci o…
- Tak właśnie! – nie daje
mi dokończyć – Powiedz… Ma kogoś?
- Luśka… On ci się
podoba?
- Kto jej się podoba? –
podskakuję, słysząc za sobą jego głos. Bogu dzięki, że nie wymieniłam jego
imienia.
- A taki jeden. Nie znasz
– Lucyna lekceważąco macha ręką, wpatrując się w stojącego za Pawłem bruneta.
- To pewnie o mnie chodzi
– podchodzi do niej i, zgrywając wielkiego amanta, całuje jej dłoń.
- O fuuj – krzywię się.
Na szczęście słyszy to tylko Paweł, który stuka się w czoło, pokazując co o
mnie myśli.
- Może się
przysiądziecie? – pyta Luśka, a ja mam ochotę ją zamordować. Przecież nie po to
uciekłam od nich przed uczelnią, żeby teraz spędzać z nimi wolny wieczór.
- Jeśli Złośnica nie ma
nic przeciwko – mruczy Kudłacz, patrząc na mnie pytająco.
- Siadajcie – mówię przez
zaciśnięte zęby.
Tamten wieczór wcale nie był przełomowy. Wydawało mi się wtedy,
że znielubiłam go jeszcze bardziej, niż przed uczelnią. Zachowywał się jak
bufon, jak wielka gwiazdeczka, której sodówka uderzyła do głowy. Przyjaźnił się
z Pawłem, ale różnił się od niego jak ogień od wody. Rozmawiał z Luśką, ale
oczu nie spuszczał ze mnie. Zupełnie, jakby tym swoim szczurzym spojrzeniem chciał
sprawić, że zmienię o nim zdanie.
Niedoczekanie jego!
Luśka natomiast wydawała się być w siódmym niebie. Co jakiś czas
zerkała tylko na Pawła dziwnym spojrzeniem. Jakby nie mogła się zdecydować, czy
dalej wsłuchiwać się w niesamowite historie z życia Łukasza Ka., czy może
odwrócić się do niego plecami i zająć się facetem, który śni jej się po nocach…
Bo Sieziu jej się śnił. I to nie raz. A Kudłacz vel Kadzinka naprawdę na imię
miał Łukasz. A mnie zawsze się to imię podobało…
Stoję przed barem, czekając na Pawła. Moje auto szlag trafił, a
ktoś musiał odebrać mnie z pracy. Padło na Siezia. Jest środek nocy, zimno jak
jasna cholera, a ja jestem diabelnie zmęczona i chce mi się spać. A Paweł jak
na złość nie przyjeżdża.
Wyciągam szyję, gdy widzę zbliżające się auto. Kolor się zgadza,
ale to nie samochód mojego przyjaciela. Czarna honda zatrzymuje się obok mnie,
wysiada z niej nie kto inny, niż Kadziu.
- No nie! Co ty tu
robisz?
- Nie pytaj… - ziewa –
Wsiadaj, póki nie śpię.
- Jesteś pewien, że dasz
radę prowadzić? – pytam. Jakoś nie uśmiecha mi się wsiadać do samochodu z na
wpół śpiącym siatkarzem.
Łukasz mierzy mnie badawczym spojrzeniem. W ciągu następnych
kilkunastu sekund ziewa jeszcze trzy razy. Zamyka oczy, przecierając twarz
dłonią i podchodzi do mnie.
- Masz. Prowadzisz –
wciska mi w dłoń kluczyki i ładuje tyłek na fotel pasażera.
Bez słowa okrążam samochód i zajmuję miejsce za kierownicą.
Muszę najpierw porządnie wyregulować fotel, bo nie dosięgam nogami do pedałów.
Ciągle jestem w szoku. W końcu niewielu facetów zdecydowałoby się na takie coś.
Oddać praktycznie nieznajomej dziewczynie kluczyki do własnego, ukochanego
autka… Tym załapuje u mnie wielkiego plusa.
Pionowa linia plusa jednak szybko się zamazuje, zmieniając go w
minus. Gdy dojeżdżamy pod mój blok, on śpi. I za żadne skarby świata nie mogę
go dobudzić. Mogłabym zostawić go w tym samochodzie i iść przed siebie, jednak
nie pozwala mi na to sumienie.
- Łukasz… - mówię,
potrząsając nim lekko – Łukasz, chodź. Prześpisz się u mnie na kanapie.
- Śpię – mruczy,
marszcząc nos.
- Kadziu, nie bądź
dzieciak. W samochodzie chcesz spać?
- Daleko?
- Na drugie piętro. Dasz
radę, Łukasz. Kto, jak nie ty?
Uśmiecha się w odpowiedzi i otwiera oczy. Ciągle jednak na wpół
śpi. Posłusznie jednak opiera się na mnie i daje się zaprowadzić do mojego
salonu. Tam pada na kanapę jak nieżywy i odpływa na dobre. Nie daje rady nawet
zdjąć butów i kurtki.
To wtedy właśnie zaczęłam mieć co do niego wątpliwości. Czy
naprawdę był takim bucem, czy może tylko takiego zgrywał? Tamtego dnia po raz
pierwszy pokazał mi swoją prawdziwą twarz, a mnie ta jego prawdziwa twarz
bardzo się spodobała. I, ni z tego ni z owego, postanowiłam dać mu szansę. Dać
szansę pokazać mu na dłuższym odcinku czasu, jaki jest naprawdę. Czy było warto?
Tak… I nie.
Hmmm... Mi tam się podoba :)
Mi też się podoba :D Haha Kadziu to chyba chciał zbajerować wszystkie kobiety w otoczeniu metra :P A Darka jak widać nie lubi takich typów.
OdpowiedzUsuńLuśka mam nadzieję, że wróci do zainteresowania Pawełkiem, bo się utożsamiam haha to w moim stylu, że się śni i nie umiem zagadać :P
No ale jak dla mnie plusem wielkim jest, że Kadziu zwlekł się z łóżka, żeby przyjechać :) Potem już nie dał rady mieć otwartych oczu, ale cóż :P Auto całe, ona go nie zgwałciła, więc gitara :D
Skoro nazywa się jeden, to musi być i DRUGI :D
Czekam, kochana!
Pozdrawiam
Hihihi, Kadziewicz :D Jak ja dawno o nim nie słyszałam. Miło będzie poczytać :) No i cieszę się, że w końcu coś napisałaś! :)
OdpowiedzUsuńJak on zdołał przyjechać, skoro chwilę później zasnął? Chyba wolę nie wiedzieć, co robił wcześniej, że się tak zmęczył... Musiał mieć długi trening na siłowni :D
Pozdrawiam, Anna.