Rozdział IV
Robię właśnie ostatnie przedświąteczne porządki, gdy
błogą ciszę przerywa dzwonek do drzwi. Zdziwiona idę otworzyć. Nikogo się nie
spodziewałam, więc ów ktoś za drzwiami jest wielką niespodzianką. Otwieram
drzwi i zamieram z otwartymi ustami. Niespodziewany gość sprawia, że doznaję
niemałego szoku.
- Cześć,
Lenka! - wita się ze mną nie kto inny,
niż Piotrek.
- Cześć. Co
ty tu… Znaczy… Wejdziesz? – jąkam się, po czym wpuszczam go do środka.
- Ja tylko na
chwilę. No… Bo… Mam pytanie! – wydusza z siebie w końcu.
- Pytaj, nie
gryzę – uśmiecham się zachęcająco.
- Pojedziesz
ze mną na mecz? – wyrzuca z siebie z prędkością światła. Dobrze musiałam się
wsłuchać, żeby wyłapać sens jego słów.
- Ja? Z tobą?
Kiedy? I gdzie? – zasypuję go lawiną pytań. Ten dzień jest tak zakręcony, że
nie nadążam nawet za samą sobą.
- Ty. Ze mną.
Dziś. Do Kielc. Mecz jest jutro, ale musimy jechać już dziś i… - odpowiada po
kolei na każde moje pytanie, po czym oddycha głęboko – To jak?
- Nooo… -
zamyślam się na moment. Co mi właściwie szkodzi, jechać z tym Hainem na mecz do
Kielc? – Jadę! A co mi tam!
- Super! –
cieszy się jak dziecko, dziko podskakując. Przytula mnie do siebie i zaczyna
się kręcić dookoła własnej osi – Musimy iść. Chcę jeszcze wpaść do mieszkania po
bagaż.
- Spakuję
tylko kilka rzeczy. Daj mi pięć minut.
- Masz nawet
siedem.
Uśmiecham się i w biegu ubierając buty, pakuję do
niewielkiej podróżnej torby kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
- Skąd
wiedziałeś, gdzie mieszkam? – pytam, gdy jedziemy już w kierunku jego Uranii.
- Szedłem za
tobą i Agą – stawia na szczerość, czym zyskuje wielkiego plusa.
- Widziała
cię?
- Myślę, że
widziała – szczerzy się wesoło.
- Mogłam się
domyśleć! W pewnej chwili zaczęła się dziwnie zachowywać – uśmiecham się do
siatkarza – Mała, przebiegła żmijka.
- Cześć
Kebabie! – przed nami wyrasta nagle trzech wysokich mężczyzn. Żyrandol, jego
kolega i jeszcze jeden, którego nie kojarzę. Jako mieszkanka Olsztyna, powinnam
znać ich wszystkich, jednak ja kojarzyłam tylko kilku siatkarzy, którzy w 2009
roku zdobyli mistrzostwo Europy.
- Wojtka i
Bartka pamiętasz, co nie? – zwraca się do mnie Piotrek, wcześniej witając się z
kolegami – A to Marian.
- Marta –
przedstawiam się, uśmiechając się do nich, co natychmiast odwzajemniają.
W ciągu kilkunastu kolejnych minut poznałam
wszystkich jego klubowych kolegów. Sama przed sobą musiałam przyznać, że
strasznie są sympatyczni. Tacy otwarci, ciągle uśmiechnięci i zabawni. A ich
trener, chociaż wygląda dość poważnie, żartuje sobie razem z nimi. Zdecydowanie
muszę zacząć bardziej interesować się siatkówką!
Zaczyna się mecz. Zafascynowana patrzę, jak
przyjmują, bronią, atakują. Jak cieszą się z każdego kolejnego zdobytego
punktu. Nie mogę oczu oderwać od boiska. Jaka głupia byłam, że wcześniej nie
posłuchałam się Izy. Przecież tyle razy próbowałam mnie wyciągnąć na mecz, czy
chociażby na trening. Ja zawsze wynajdowałam miliony wymówek, byleby tylko
posiedzieć w domu i porozmyślać, albo… Albo spotkać się z Arturem.
To dziwne, ale odkąd Piotrek tak nagle pojawił się w
moim życiu, przestałam zamartwiać się tym, że właśnie zdradził mnie ktoś, kogo
kochałam. Uśmiecham się sama do siebie i głośno biję brawo, wyłapując
spojrzenie Haina, schodzącego z boiska po pierwszym wygranym secie.
Drugi set bardzo przypomina ten pierwszy. Z tą
różnicą, że to kielczanie zdobywają te kilka punktów więcej i zapisują go na
swoje konto. Przed kolejną partią zauważam wielkie skupienie z drużynie z
mojego miasta. Chcą koniecznie wygrać, chcą wyjechać z terenu przeciwnika jako
zwycięska drużyna. Nie wystarcza im jednak tego skupienia na cały mecz. W
końcówce czwartego seta popełniają kilka pomyłek i nie kończą kilku ataków, co
doprowadza do seta piątego. Niestety dla nich, przegranego.
- A tak ci
chciałem pokazać jak wygrywamy – mruczy mi Piotrek do ucha, robiąc naburmuszoną
miną – A pokazałem tylko jak kompletnie daje dupy i przegrywa.
- Odbijecie
to sobie innym razem. Wtedy na pewno się uda – pocieszam go. Ja mimo wszystko
wierzę w to, że oni potrafiliby wygrać z każdym – Poczekamy, aż przyjedzie ktoś
z góry tabeli, wtedy pokażesz mi jak wygrywasz.
- Się zobaczy
– mówi, na jego ustach pojawia się zadowolony uśmieszek – Chodź, jedziemy do
domu.
Siadam przy oknie, Hain zajmuje miejsce obok. Długo
wierci się i przesuwa, nim wreszcie udaje mu się znaleźć względnie wygodną
pozycję dla swojego wielkiego cielska.
- Męczące
takie wyjazdy – ziewam, zakrywając usta dłonią.
- Chcesz, to
śpij. Obudzę cię w Olsztynie.
- Spróbuję –
mruczę, wtulając się w pluszowy kaptur własnej kurtki – A tobie nie chce się
spać?
- Może
trochę. Sam nie wiem – wzrusza ramionami z rozbrajającym uśmiechem.
- Jak ja
zasnę i ty zaśniesz, to kto nas obudzi?
- Chętnych
będzie wielu, uwierz – szczerzy się, zsuwając się niżej i opierając kolana o
fotel przed nami. Opieram głowę na jego ramieniu i zamykam oczy. Ciesząc się do samej siebie,
czekam na jego reakcję. W końcu zrobiłam sobie z niego poduszką. Cholernie
wygodną poduszkę.
- Nie za
dobrze ci? – pyta, a ja zaczynam chichotać.
- Lepiej już
chyba być nie może – mruczę sennym głosem.
Czuję jeszcze, jak delikatnie obejmuje mnie
ramieniem i przyciąga bliżej do siebie. Opiera policzek na mojej głowie i
wzdycha głęboko.
Bliskość Piotrka i kołysanie autokaru sprawiają, że
zasypiam prawie natychmiast, co nie jest dla mnie niczym dziwnym. Zawsze miałam
zdolności do natychmiastowego zapadania w sen. W każdej pozycji i w każdym
niemal miejscu. A biorąc pod uwagę fakt, iż ostatnie dwa dni były pełne wrażeń
i niespodzianek, miałam prawo być zmęczona.
- Mięciutka
ta twoja bluza – szepczę w półśnie, mocniej wtulając w nią policzek.
Przedostatni