Rozdział III
Spoglądam z szerokim uśmiechem na stojącą przede mną
czteroletnią dziewczynkę, córkę mojej kuzynki. Miałam bojowe zadanie zajęcia
się nią przez cały dzień, ponieważ jej mama właśnie dziś musiała pilnie
wyjechać. Mała Aga wychowywała się bez ojca.
- Ciociu, a
pójdziemy na spacer? – pyta, ciągnąc mnie lekko za włosy.
- Oczywiście,
Króliczku. Ale najpierw zjesz obiad. I bez marudzenia, rozumiemy się? –
uśmiecham się, próbując ją przekupić. Nie wiem po kim taki z niej niejadek.
Mała z szerokim uśmiechem wygodniej siada na moich
kolanach i z wielkim jak na nią zapałem zabiera się za jedzenie tego, co
jeszcze zostało jej na talerzu.
- Ale tego
już nie zmieszczę – mruczy, patrząc na mnie błagalnie. Talerz był prawie pusty,
zostało trochę marchewki i jeden brokuł.
- Więc leć po
kurtkę, idziemy na spacer! – komunikuję, a ona z piskiem zeskakuje z moich
kolan i gna do salonu. Po chwili wraca z czapką założoną tyłem do przodu i
kurtką pod pachą.
Idę, ściskając małą rączkę Agaty w swojej. Myślami
jestem daleko. Przy tajemniczym właścicielu czekoladowo-brązowych tęczówek.
Planowałam poszukać w Internecie jakichś informacji o nim, ale nigdy nie
starczało mi czasu. Wiedziałam tylko dzięki Izie, że gra w miejscowym AZS-ie i
jak się nazywa. Wiedziałam też, że jego kolega, nie żyrandol, na imię ma Wojtek
i świetnie całuje. Cała Mika.
- Wujcio! –
piszczy nagle Aga, wyrywając dłoń z mojej dłoni i gna przed siebie. Wpada
wprost w wyciągnięte ramiona młodego chłopaka, który łapie ją i ku jej wielkiej
radości, unosi wysoko nad głowę. Ma chyba dwa metry wzrostu… I najbardziej
niesamowite oczyska na świecie…
- Znów się
spotykamy – zagaduje, uśmiechając się wesoło. Miękną mi kolana.
- Mhm –
mruczę bardzo inteligentnie. Na nic bardziej kreatywnego niestety mnie nie
stać.
- Ciocia
zabrała mnie na spacer! – piszczy radośnie Agata i spogląda na mnie swoimi
wielkimi zielonymi oczami, tak bardzo podobnymi do oczu Ali, mojej kuzynki.
- Widzę – siatkarz
ponownie się uśmiecha – Jesteś siostrą Ali? Jakoś nie bardzo jesteś do niej
podobna.
- Jestem jej
kuzynką – tłumaczę – Chodź, Aguś, wujek na pewno się śpieszy.
- Nie
śpieszysz się, prawda aa? – pyta, zarzucając mu ramiona na szyję, z nadzieją
zaglądając w jego oczy.
- Nie, nie
śpieszę się. Idziecie w jakieś konkretne miejsce?
- Po prostu
przed siebie – mówię, na co brunet śmieje się głośno i stawia Agatę na
chodniku.
- Tak w ogóle
to Piotrek jestem – przedstawia się.
- Wiem kim
jesteś – patrzę na niego krzywo.
- No tak… -
drapie się po głowie z lekkim zakłopotaniem – To może zabiorę was na pączki?
Wiem, że Aga je uwielbia i…
- Tak! Tak!
Tak! – zaczyna piszczeć. A ja nie mogę jej odmówić. Tak samo jak nie mogę
odmówić sobie spędzenia choćby tylko kilkudziesięciu minut w towarzystwie
Haina.
- Więc
chodźmy na pączki – uśmiecham się do siatkarza, który odwzajemnia grymas i
chwyta Agatę za wyciągniętą w jego kierunku rękę.
- Skąd znasz
Alinę? – pytam. To pytanie dręczy mnie już od pierwszej chwili.
- Jest moja
sąsiadką – odpowiada, a mnie z serca spada ogromny kamień. W głowie układałam
już najczarniejsze scenariusze o tym, że
Piotrek jest nowym chłopakiem… - A tak swoją drogą, to nigdy cię u niej nie
widziałem. Nie odwiedzasz kuzynki?
- Odwiedzam,
gdy ciebie nie ma w mieszkaniu. Wiesz, ona dzwoni do mnie za każdym razem, gdy
ty gdzieś wychodzisz – mówię poważnym tonem. Piotrek patrzy na mnie uważnie.
Dostrzegam delikatną zmarszczkę na jego czole. Chyba zastanawia się, czy moje
słowa były prawdziwe, czy jednak nie – Żartowałam – dodaję, postanawiając, że
nie będę już dłużej go dręczyć.
- Już się
bałem, że mówiłaś poważnie – odpowiada natychmiast. Dopiero po chwili
uświadamia sobie, jak zabrzmiały jego słowa i odwraca wzrok.
Uśmiecham się pod nosem i wchodzę do lokalu, do
którego przyprowadził nas Hain. Do pączków oczywiście obowiązkowa była również
gorąca czekolada, którą Agata upaćkała i siebie i nas.
- Masz
czekoladę na nosie – śmieję się, patrząc na czarny koniuszek jego nosa.
- A ty na
policzku – uśmiecha się i nim udaje mi się jakoś zareagować, dotyka ciepłą
dłonią mojej twarzy i ściera słodką, brązową plamkę.
Czuje jak na moją twarz wpływa gorący rumieniec , a
po plechach przebiega lodowaty, ale szalenie przyjemny dreszczyk.
- Ślicznie
się rumienisz – stwierdza, no co ja z pewnością czerwienię się jeszcze
bardziej.
- Przestań
się tak na mnie patrzeć – jęczę, co wywołuje u niego kolejny wybuch śmiechu.
Kręcą głową z krzywym uśmiechem i spoglądam na białe
drzewa za oknem. O ile łatwiejsze i spokojniejsze było moje życie, zanim
spotkałam Piotrka. Jednak nie zamieniłabym tej chwili na żadną inną. Nie
przeszkadza mi ani trochę to, że on ciągle się szczerzy i próbuje przeszywać
mnie tymi czekoladowymi oceanami. I ze za każdym razem gdy to robi, bicie
mojego serca przyśpiesza i mam ochotę go całować…
- Musimy już
iść – wstanę nagle, szybko owijając się szalikiem.
Wybiegła tak szybko, że nawet nie zdążył zareagować.
Zapłacił więc rachunek i opuścił lokal, nic innego mu nie zostało.
Staje na chodniku i rozgląda się dookoła. Widzi ją.
Idzie tą samą drogą, którą kilkadziesiąt minut wcześniej szli razem. Niewiele
myśląc, rusza za nią. Bo skoro nie udało mu się zdobyć jej numeru telefonu, to
może chociaż dowie się, gdzie mieszka.
Skrada się kilka kroków za Martą i małą Agatą, która
plecie trzy po trzy, opowiadając o jakichś niestworzonych rzeczach. Jej cioci
jednak wcale to nie przeszkadza. Wydaje się być zadowolona z towarzystwa córki
kuzynki i okazją, aby trochę z nią pobyć.
Zamyślony, prawie nie zauważa, że nagle Agata
odwraca się i wlepia w niego swoje bystre, zielone oczy. Zatrzymuje się
gwałtownie, szukając wzrokiem czegoś, za czym mógłby się schować, gdy Lenka
odwróci się, żeby sprawdzić, czy to na pewno on. A gdy go już zobaczy, z
pewnością go zabije…
Ale Marta nie odwraca się, a Aga dale wesoło
podskakuje, trzymając się dłoni ciotki. Oddycha z ulgą i dalej idzie za nimi.
Uśmiecha się sam do siebie, gdy d głowy wpada mu głupia myśl. Śledząc je czuje
się prawie jak James Bond, który tropi swoją ofiarę.
- Ciociu, a
jaki ty masz numer mieszkania? – do uszu bruneta docierają słowa Agaty. Wtedy
zauważa, że Marta zatrzymała się przed drzwiami jednego z bloków.
Przysłuchuje się, jednak odpowiedź Marty do niego
nie dociera. Słyszy za to ponownie piskliwy, lekko podniesiony głosik Agaty.
-
Trzynaście?! Ale ciociu, mama zawsze mówi, że to przynosi pecha!
Opiera się o drzewo i głupkowato uśmiecha sam do
siebie. Agata to nad wyraz inteligentne dziecko. Bo on nie miał żadnych
wątpliwości, że mała zrobiła to specjalnie.
Takie tam... nic.
Ja ci dam nic!
OdpowiedzUsuńOomnonommomononoommonoononomononomomonnomo *_*
Także no, bardzo fajny ten Piotrek :D i bardzo fajny z niego wujek, naprawdę ^^
Aga to jest dopiero agentka :D Mała najlepsza z tej trójki :) w końcu to dzięki niej się spotkali i dowiedzieli co nieco ;p
Hmm ona mu nie powiedziała, jak ma na imię? ;p
Uwielbiam to, tu, jego, twoją wersję, tak!
Rozpływam się jak czekolada w jego oczach ;p To w kawiarni super wyszło ;p
Ale ja lubię 13 :D
Pozdrawiam
Agatka jest mega <3 czekam na więcej, bo lubię to :D
OdpowiedzUsuńiśka
A ja mam jedno pytanko
OdpowiedzUsuńnie wiesz moze co sie dzieje z dziewczyną która pisała tego bloga http://volley-love-music.blogspot.com/?
niestety, a może i stety, ale nie wiem. Kontakt nam się urwał.
Usuń