wtorek, 26 marca 2013

Rozdział IV






Rozdział IV




Robię właśnie ostatnie przedświąteczne porządki, gdy błogą ciszę przerywa dzwonek do drzwi. Zdziwiona idę otworzyć. Nikogo się nie spodziewałam, więc ów ktoś za drzwiami jest wielką niespodzianką. Otwieram drzwi i zamieram z otwartymi ustami. Niespodziewany gość sprawia, że doznaję niemałego szoku.
 - Cześć, Lenka!  - wita się ze mną nie kto inny, niż Piotrek.
 - Cześć. Co ty tu… Znaczy… Wejdziesz? – jąkam się, po czym wpuszczam go do środka.
 - Ja tylko na chwilę. No… Bo… Mam pytanie! – wydusza z siebie w końcu.
 - Pytaj, nie gryzę – uśmiecham się zachęcająco.
 - Pojedziesz ze mną na mecz? – wyrzuca z siebie z prędkością światła. Dobrze musiałam się wsłuchać, żeby wyłapać sens jego słów.
 - Ja? Z tobą? Kiedy? I gdzie? – zasypuję go lawiną pytań. Ten dzień jest tak zakręcony, że nie nadążam nawet za samą sobą.
 - Ty. Ze mną. Dziś. Do Kielc. Mecz jest jutro, ale musimy jechać już dziś i… - odpowiada po kolei na każde moje pytanie, po czym oddycha głęboko – To jak?
 - Nooo… - zamyślam się na moment. Co mi właściwie szkodzi, jechać z tym Hainem na mecz do Kielc? – Jadę! A co mi tam!
 - Super! – cieszy się jak dziecko, dziko podskakując. Przytula mnie do siebie i zaczyna się kręcić dookoła własnej osi – Musimy iść. Chcę jeszcze wpaść do mieszkania po bagaż.
 - Spakuję tylko kilka rzeczy. Daj mi pięć minut.
 - Masz nawet siedem.
Uśmiecham się i w biegu ubierając buty, pakuję do niewielkiej podróżnej torby kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
 - Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? – pytam, gdy jedziemy już w kierunku jego Uranii.
 - Szedłem za tobą i Agą – stawia na szczerość, czym zyskuje wielkiego plusa.
 - Widziała cię?
 - Myślę, że widziała – szczerzy się wesoło.
 - Mogłam się domyśleć! W pewnej chwili zaczęła się dziwnie zachowywać – uśmiecham się do siatkarza – Mała, przebiegła żmijka.
 - Cześć Kebabie! – przed nami wyrasta nagle trzech wysokich mężczyzn. Żyrandol, jego kolega i jeszcze jeden, którego nie kojarzę. Jako mieszkanka Olsztyna, powinnam znać ich wszystkich, jednak ja kojarzyłam tylko kilku siatkarzy, którzy w 2009 roku zdobyli mistrzostwo Europy.
 - Wojtka i Bartka pamiętasz, co nie? – zwraca się do mnie Piotrek, wcześniej witając się z kolegami – A to Marian.
 - Marta – przedstawiam się, uśmiechając się do nich, co natychmiast odwzajemniają.
W ciągu kilkunastu kolejnych minut poznałam wszystkich jego klubowych kolegów. Sama przed sobą musiałam przyznać, że strasznie są sympatyczni. Tacy otwarci, ciągle uśmiechnięci i zabawni. A ich trener, chociaż wygląda dość poważnie, żartuje sobie razem z nimi. Zdecydowanie muszę zacząć bardziej interesować się siatkówką!

Zaczyna się mecz. Zafascynowana patrzę, jak przyjmują, bronią, atakują. Jak cieszą się z każdego kolejnego zdobytego punktu. Nie mogę oczu oderwać od boiska. Jaka głupia byłam, że wcześniej nie posłuchałam się Izy. Przecież tyle razy próbowałam mnie wyciągnąć na mecz, czy chociażby na trening. Ja zawsze wynajdowałam miliony wymówek, byleby tylko posiedzieć w domu i porozmyślać, albo… Albo spotkać się z Arturem.
To dziwne, ale odkąd Piotrek tak nagle pojawił się w moim życiu, przestałam zamartwiać się tym, że właśnie zdradził mnie ktoś, kogo kochałam. Uśmiecham się sama do siebie i głośno biję brawo, wyłapując spojrzenie Haina, schodzącego z boiska po pierwszym wygranym secie.
Drugi set bardzo przypomina ten pierwszy. Z tą różnicą, że to kielczanie zdobywają te kilka punktów więcej i zapisują go na swoje konto. Przed kolejną partią zauważam wielkie skupienie z drużynie z mojego miasta. Chcą koniecznie wygrać, chcą wyjechać z terenu przeciwnika jako zwycięska drużyna. Nie wystarcza im jednak tego skupienia na cały mecz. W końcówce czwartego seta popełniają kilka pomyłek i nie kończą kilku ataków, co doprowadza do seta piątego. Niestety dla nich, przegranego.
 - A tak ci chciałem pokazać jak wygrywamy – mruczy mi Piotrek do ucha, robiąc naburmuszoną miną – A pokazałem tylko jak kompletnie daje dupy i przegrywa.
 - Odbijecie to sobie innym razem. Wtedy na pewno się uda – pocieszam go. Ja mimo wszystko wierzę w to, że oni potrafiliby wygrać z każdym – Poczekamy, aż przyjedzie ktoś z góry tabeli, wtedy pokażesz mi jak wygrywasz.
 - Się zobaczy – mówi, na jego ustach pojawia się zadowolony uśmieszek – Chodź, jedziemy do domu.
Siadam przy oknie, Hain zajmuje miejsce obok. Długo wierci się i przesuwa, nim wreszcie udaje mu się znaleźć względnie wygodną pozycję dla swojego wielkiego cielska.
 - Męczące takie wyjazdy – ziewam, zakrywając usta dłonią.
 - Chcesz, to śpij. Obudzę cię w Olsztynie.
 - Spróbuję – mruczę, wtulając się w pluszowy kaptur własnej kurtki – A tobie nie chce się spać?
 - Może trochę. Sam nie wiem – wzrusza ramionami z rozbrajającym uśmiechem.
 - Jak ja zasnę i ty zaśniesz, to kto nas obudzi?
 - Chętnych będzie wielu, uwierz – szczerzy się, zsuwając się niżej i opierając kolana o fotel przed nami. Opieram głowę na jego ramieniu i  zamykam oczy. Ciesząc się do samej siebie, czekam na jego reakcję. W końcu zrobiłam sobie z niego poduszką. Cholernie wygodną poduszkę.
 - Nie za dobrze ci? – pyta, a ja zaczynam chichotać.
 - Lepiej już chyba być nie może – mruczę sennym głosem.
Czuję jeszcze, jak delikatnie obejmuje mnie ramieniem i przyciąga bliżej do siebie. Opiera policzek na mojej głowie i wzdycha głęboko.
Bliskość Piotrka i kołysanie autokaru sprawiają, że zasypiam prawie natychmiast, co nie jest dla mnie niczym dziwnym. Zawsze miałam zdolności do natychmiastowego zapadania w sen. W każdej pozycji i w każdym niemal miejscu. A biorąc pod uwagę fakt, iż ostatnie dwa dni były pełne wrażeń i niespodzianek, miałam prawo być zmęczona.
 - Mięciutka ta twoja bluza – szepczę w półśnie, mocniej wtulając w nią policzek.



Przedostatni

1 komentarz:

  1. Ja uwielbiam go, on tu jest i pacza na mnie :D
    Bo dobrze to wiesz, że rozpływam się :D
    Ooo tak, dawka rozwalającego mnie na łopatki Piotrka przyjęta, czekam na kolejną ;p i wcale mi się nie podoba, że ostatnią! Buuuu! :(
    Tak po prostu wpadł do mnie i porwał na mecz! Szalony ;) A ja się zgodziłam? Głupie pytanie :D Głupie czekoladowe oczy ;p
    Bluza na pewno mięciutka, wierzę na słowo :D potem mogę ją dostać w spadku, taką pachnącą nim ;p
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń