„Byłaś”
Byłaś.
To jedno słowo idealnie do Ciebie pasuje. Byłaś
całym moim światem. Sercem, duszą, życiem. I pewnie nawet nie zdawałaś sobie z
tego sprawy. Taka właśnie byłaś, a ja
kochałem Cię jak wariat… Ty już od dawna pewnie o mnie nie pamiętasz, ja nadal
wspominam te kilka tygodni. Czasami mam wrażenie, że to był tylko sen. Piękny
sen, który skończył się tak, jak się skończył. A zaczął się przecież tak
niewinnie. Nic nie zapowiadało wielkiego love story. Niestety, w tym wypadku
bez happy endu.
~^***^~
Stałaś w strugach deszczu pod wielkim klonem. Krople
wiosennego deszczu skapywały Ci z grzywki na nos, a potem na ziemię. Stopy
miałaś w błocie po same kostki i wyglądałaś jak siedem nieszczęść, a jednak z
Twoich ust nie znikał radosny uśmiech. Zdawałaś się być najszczęśliwszą istotą
na świecie. Ty, przemoczona do ostatniej suchej nitki, z potarganymi przez
wiatr włosami i zabłoconymi stopami.
Ciągle mam przed oczami tę chwilę, gdy spojrzałaś w
niebo, wyciągnęłaś ramiona i zaczęłaś kręcić się dookoła. Zupełnie nie zdawałaś
sobie sprawy z faktu, że ktoś Cię obserwuje. A gdy wreszcie mnie zauważyłaś,
zatrzymałaś się tak gwałtownie, że wylądowałaś tyłkiem w kałuży. W pierwszej
chwili miałem wrażenie, że udusisz mnie za podglądanie, ale Ty zachowałaś się
zupełnie nieprzewidywalnie…
- Jesteś mi winien kawę i pranie – uśmiechnęłaś
się, a ja całkowicie straciłem głowę.
- Kawę - powtórzyłem jak echo – I pranie.
- Kawę za
patrzenie. A pranie... – urwałaś, żeby obrzucić swoją zabłoconą osóbkę
spojrzeniem – No sam rozumiesz.
- Tak, jasne
– wybąkałem pod nosem.
Musiałaś wziąć mnie wtedy za idiotę, faceta, który
był niespełna rozumu. Wywarłaś na mnie jednak takie wrażenie, że zupełnie
straciłem rezon. Wpadłem po same uszy, po zaledwie dwóch zdaniach wymienionych
w strugach deszczu.
~^***^~
Byłaś
dla mnie niespotykanym zjawiskiem. Kobietą, a jednak jeszcze dzieckiem. Nie
było w Tobie ani krzty egoizmu, chociaż byłaś
jedynaczką. Gdybym poprosił, dałabyś mi cały świat. Ja Tobie również, z pewnością o tym wiedziałaś.
Niestety, oddając Ci serce, zapomniałem, że było w Tobie więcej z dziecka niż z
kobiety…
Na horyzoncie pojawił się ktoś nowy, inny i bardziej
fascynujący. Mną się już znudziłaś. Z Twojego chłopaka zostałem zdegradowany do
roli przyjaciela, wysłuchującego
niekończących się opowieści o nim. Ciągle chyba miałem nadzieję, że wreszcie
doznasz olśnienia i do mnie wrócisz. Ale Ty już nie byłaś moja. Może nigdy nie
byłaś…
~^***^~
Słuchałem kolejnej opowieści o nim. Poprawka.
Starałem się słuchać. Niestety moje myśli wciąż uciekały w dal. Zaczynało do
mnie docierać, że dla Ciebie jestem już tylko kumplem. Może nigdy nie byłem
nikim więcej. Może tylko wmówiłem sobie, że było inaczej…
- Nie
słuchasz mnie, Andrzej – moje imię,
wypowiedziane Twoim głosem sprowadziło mnie na ziemię. Wpatrywałaś się
we mnie tymi wielkimi, błękitnymi oczyma, czekając na moją reakcję. Myślałaś
pewnie, ze zaprzeczę, że jak zawsze będę Twoim „najlepsiejszym psiapsiółem”.
- Masz rację.
- Jesteś
okropny! Przecież ja ci właśnie opowiadam…
- Zawsze
opowiadasz. Ale teraz moja kolej. Teraz ja coś powiem. Nic długiego, tylko dwa
słowa. Wyjeżdżam, żegnaj – powiedziawszy to, wstałem i wyszedłem.
Nie próbowałaś mnie gonić, nie wołałaś. Jako kobieta
pewnie zdawałaś sobie sprawę, dlaczego to zrobiłem. Jako dziecko, pewnie
jeszcze przez długi czas mnie wyklinałaś i twierdziłaś, ze nigdy mi nie
wybaczysz. Ja jednak nie chciałem Twojego przebaczenia. Chciałem po prostu się
uwolnić…
~^***^~
Po Tobie trudno było mi spojrzeć na inną kobietę. Ty
byłaś moim ideałem, kobietą ze snów. Sen jednak się skończył, a ja nie
potrafiłem wrócić do rzeczywistości…
Z nią mijałem się na klatce kilka razy dziennie.
Widywałem ją w markecie, w banku, przy hali. To, że ona jest, wydawało mi się
wręcz naturalne. Przyzwyczaiłem się do tego, że ją widuję, że uśmiecha się na
przywitanie, że ciągle się gdzieś śpieszy. Aż któregoś dnia się nie pojawiła.
To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że za nią tęsknię, że brakuje mi samego
jej widoku, jej uśmiechu, jej brązowych oczu i burzy rudych włosów. Długo
zastanawiałem się co zrobić, jak sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku. W
końcu wymyśliłem. Wziąłem kubek i zapukałem do jej drzwi, z zamiarem pożyczenia
cukru. Gdy otworzyła, prawie jej nie poznałem.
- Wyglądasz
strasznie! – palnąłem.
- Ty to
potrafisz dowartościować kobietę – uśmiechnęła się, po czym kichnęła,
zakaszlała i ponownie kichnęła.
- Ale cię
rozłożyło! Wracaj do łóżka, zrobię ci herbaty. Mieszanka Andrzeja od razu
postawi cię na nogi.
- Nie musisz,
naprawdę…
- Bez
marudzenia! Doktor Wrona cię wyleczy.
~^***^~
Na początek się zaprzyjaźniliśmy. Potem wszystko
potoczyło się już szybko. I chociaż czasami jeszcze wydaje mi się, że Ty byłaś zaledwie wczoraj, dziś istnieje
tylko ona i to ona zajmuje cały mój świat. Świat, który w całości mógł należeć
do Ciebie.
A może o sobie też powinnam napisać "byłam"...
O kurde *_* wronka!lubię :)
OdpowiedzUsuńmógł ale nie należy. Dobrze że znalazł kogoś :)
Nienawidzę takich sytuacji. Są mega nie fair. Ale właśnie one świetnie pokazują, jak niektóre osoby są niedojrzałe do związku. Nie życzę nikomu czegoś takiego. Szkoda, że akurat padło na Andrzeja. Jednak mimo wszystko skończyło się dobrze :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i do następnego! :**
Anna.
/releve-moi/
Taka krótka historia, a jaka prawdziwa;o Zakochać się w kobiecie, dla której jesteś tylko i wyłącznie przyjacielem. Skądś to znam tylko w odwrotnym przypadku;/ W każdym razie to co napisałaś jest genialne. Pozdrawiam:*
OdpowiedzUsuńSpóźnione imieninowe ;p a troszkę smutnawe :( No wiesz, co ;p
OdpowiedzUsuńI ja ci dam, żadne byłaś, ty masz tu być małpo!!! a jak nie to się fochne gorzej niż Rrr! ;p
Andrzejku, dobrze, że znalazła się kobieta na twoje złamane serce, bo ja bym cię wyleczyła :D
No tak, pokochał chorągiewkę na wietrze. A potem nagle miał wysłuchiwać o jej wybrankach. To bardzo boli.
Jednak Doktor Wrona cały i zdrowy :D
Dziękuję :* Ale poproszę coś jeszcze :D
Pozdrawiam