~*I*~
Znam go. I jednocześnie nic o nim nie wiem. Ostatnio
widziałam go dawno temu. Tego dnia, gdy opuszczałam Polskę. On był chudym
patyczakiem, wchodzącym w świat dorosłej siatkówki. A mnie zdawało się wtedy,
że gonię szczęście, które próbuje mi uciec. Byłam młoda, głupia… Nie zdawałam
sobie sprawy z tego, jak to wszystko się może skończyć. Bo się skończyło.
Szybciej, niż tak naprawdę się zaczęło. Ale ja byłam za dumna, żeby przyznać
się do porażki i wrócić. Zostałam. I jestem tu do dziś, chociaż jego nie ma już
od kilku sezonów…
Jest siatkarzem. Wielką gwiazdą światowej siatkówki.
A ja przez pewien czas miałam ten zaszczyt – albo nieszczęście – nazywać siebie
jego dziewczyną. Kochałam go. A on tak po prostu, z dnia na dzień, mnie
zostawił. Wyjechał potem i już więcej go nie spotkałam…
Ale nie o nim przecież miało być!
Idzie w moim kierunku, ciągnąc za sobą walizkę. Oczu
nie mogę od niego oderwać. Nie jest już tym dzieciakiem, który tak kurczowo
mnie do siebie przytulał i prawie błagał, żebym nie wyjeżdżała. Ja jednak
zrobiłam po swojemu. Jak zawsze. I jak zawsze źle na tym wyszłam.
- Cześć –
uśmiecha się – Chyba ciebie miałem wypatrywać.
- Tak, mnie –
odwzajemniam uśmiech, opanowując drżenie głosu – Chodźmy. Zawiozę cię do
twojego nowego lokum, a potem pokażę ci co i jak.
Cały czas mówimy po angielsku. On zaczął, więc ja
nie mam zamiaru nic zmieniać. Nie rozpoznaje we mnie dawnej przyjaciółki i
sąsiadki. I dobrze. Nie chcę, żeby wiedział, że mi się nie powiodło. Chcę, żeby
widział we mnie silną kobietę, Rosjankę, która ciężką pracą osiągnęła to, co
osiągnęła.
- Jesteś
jakąś asystentką, czy coś? – pyta, zapinając pas bezpieczeństwa.
- Jestem
rzecznikiem prasowym. I asystentką fizjoterapeuty. Czasami też pomagam w
prowadzeniu treningów. Jak widzisz, jestem wszechstronnie uzdolniona.
- A masz
jakieś imię?
- Maja. Na
imię mi Maja – przedstawiam się. Mogłabym co prawda podać pełne imię, ale po
co? Przecież nie chcę, żeby mnie sobie przypomniał.
-
Przypominasz mi kogoś – mówi nagle, a ja na moment tracę panowanie nad autem.
Przerażony łapie ręką kierownicę i wlepia we mnie swoje ślepia – W porządku?
- Tak, tak…
Po prostu… Zaskoczyłeś mnie.
- Już nie
będę – mówi z przepraszającą miną. Mam ochotę parsknąć śmiechem, opanowuję się
jednak. Chcę coś powiedzieć, ale do głosu nie dopuszcza mnie dzwoniący telefon.
Jego telefon.
- No czego,
Rudy Kojocie? – mówi na powitanie.
Więc ciągle przyjaźni się z rudziutkim Kubą. Przez
te lata z nimi spędzone różnie go nazywaliśmy, ale określenia, jakiego użył
Bartosz, nie kojarzyłam. Musiało więc być stosunkowo nowe. Wymyślone zapewne
przez kolegów z reprezentacji w ciągu ostatnich pięciu lat. Bo tyle czasu
minęło, odkąd wyjechałam…
- Mój przyjaciel
– jego głos przerywa moje rozmyślania – Musiał się upewnić, że wylądowałem i
nie porwali mnie kosmici.
- I co mu
powiedziałeś?
- Że nie.
- Więc masz
pewność, że jestem stąd?
- A co?
Jesteś ruskim robotem?
Zostawiam jego pytanie bez odpowiedzi. Nie jestem
ruska, chociaż czasami bardzo bym chciała. Nie jestem też robotem. I też
czasami chciałabym nim być.
- Tu
zamieszkasz – mówię, zatrzymawszy samochód na parkingu – Masz klucze. Trafisz
sam, czy cię zaprowadzić?
- Tu wszędzie
są te wasze hieroglify – mruczy przerażony.
- To
cyrylica. Hieroglify były w starożytnym Egipcie, geniuszu. Chodź, bo zima nas
zastanie.
- No bardzo
śmieszne – prycha – Minus 30 czy więcej?
- Na Syberii
tak. Tu nie zawsze.
- Toś mnie
pocieszyła. Naprawdę!
Idzie obok mnie, w skupieniu słuchając tego, co mam
mu do powiedzenia na temat hali i innych pierdół związanych z jego przyjazdem
do Moskwy. Przecież musi wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy.
- A to mój
gabinet. Jakbyś miał jakiś kłopot, zawsze możesz wpaść. Postaram się zrobić
wszystko, żeby ci pomóc. Jestem tu po to, żeby ułatwiać wam życie.
- No właśnie
mam kłopot – zatrzymuje się. Chcąc nie chcąc, też staję.
- Więc
słucham – uśmiecham się zachęcająco.
- Nie wiem,
czy do twarzy będzie mi w tym waszym niebieskim – mówi z poważną miną, by po
chwili wyszczerzyć się szeroko.
- Ja mówiłam
poważnie, Bartek.
- Ależ ja
też!
- Będzie ci
pasował do oczu – mruczę, uciekając wzrokiem. Aż głupio się przyznać, ale do
jego oczu zawsze miałam słabość.
- To był
komplement? – pyta i nie czekając na odpowiedź, paple dalej – Więc dziękuję. I
wiesz co? Jak tak bardzo starasz się nie patrzeć mi w oczy, strasznie
przypominasz Mar…
- Dobra! To
ja, pasuje?! – przerywam mu, wymachując rękoma – Nie wyszło mi! Nie złapałam
szczęścia za ogon! Zwiało mi w cholerę! Zadowolony? – drę się na niego, a on
stoi na środku korytarza z szeroko otwartymi oczyma i ustami.
- Mariola? –
szepcze, ni to pytając ni stwierdzając.
- Nooo… Więc
nie wiedziałeś? Nie podpuszczałeś mnie?
- Byłaś do niej
podobna… Znaczy jesteś… Bo nią jesteś, co nie? Musisz być podobna – plącze się
– Ale jaja! Musiałem na Syberię przyjechać, żeby cię znów zobaczyć! Czemu nie
wróciłaś?
- Czemu? –
pytam retorycznie, wolno ruszając przed siebie – Przecież mnie znasz. Jestem
zbyt uparta. I dumna. Nigdy nie potrafiłam przegrywać, pamiętasz? A wtedy, gdy
on odszedł, poczułam się tak, jakbym przegrała wszystko…
- Przecież
nic by się nie stało, gdybyś wróciła.
- Może tak, a
może nie. Nie wiesz tego na pewno. Z resztą… Tu miałam studia, dobry kierunek,
z perspektywami. I znajomości.
- Jakbyś w
Polsce ich nie miała – prycha – Mogłaś wrócić! – wyraźnie ma mi za złe to, że
zdecydowałam się zostać w Moskwie.
- I co miałam
wam powiedzieć po powrocie? Cześć, wróciłam! Alex mnie rzucił i pojechał chuj
wie gdzie, więc jestem! Tak by mogło być? A może…
- Jak mi
brakowało tego twojego wrzeszczenia – przerywa mi, przyciąga mnie do siebie i
przytula tak mocno, że prawie tracę oddech.
- Duszę… Się…
- udaje mi się wykrztusić.
- No tak…
Jestem chyba trochę silniejszy niż te 5 lat temu – drapie się po głowie z
zakłopotaną miną.
- Trochę! –
parskam. Opanowuję jednak chęć wygłoszenia mu kazania. Zamiast tego opieram się
plecami o ścianę i w skupieniu się mu przyglądam.
Oczy mu się nie zmieniły. Ich wyraz ciągle jest taki
sam. Jak u beztroskiego dzieciaka, który wierzy, że podbije świat. Uśmiech też
ma ten sam. Szczery, szeroki, zaraźliwy. Raczej nie urósł, jednak widać, że
dużo pracował na siłowni. Nie jest już chudym patyczakiem, któremu nawet przy
odbiorze zagrywki plątały się nogi. Gdyby nim był, nikt z władz Dynama nie
zdecydowałby się na ściągnięcie go tutaj, do najlepszej ligi na świecie.
Grzałby pewnie ławę w jakimś podrzędnym polskim klubie…
- Czemu mi
się tak przyglądasz? – pyta, pstrykając mi palcami przed nosem.
- A tak sobie
podziwiam, jak się zmieniłeś… Ale głupiś pewnie ciągle tak samo! – szturcham go
i nim udaje mu się mnie złapać, znikam w swoim gabinecie.
- To nie
fair! Miałaś mi pomóc! – dobija się.
- Już pomogłam!
Wszystko wiesz!
- A właśnie,
że nie wiem!
- Czego niby
nie wiesz? – uchylam drzwi, patrząc na niego krzywo.
- Gdzie
mieszkasz i kiedy mogę wpaść na to ciacho czekoladowe, które zawsze robiłaś –
szczerzy się bezczelnie.
- Jesteś
niemożliwy… - kręcę z politowaniem głową. Podaję mu jednak adres i zapraszam na
ciacho i kawę. Żeby nie było, że zła ze mnie koleżanka.
Chyba jednak nadal jestem...
No jesteś, jesteś, bo jakby Cię nie było to ja bym Cię odnalazła i palnęła w łeb, żebyś była :D I tak, to była groźba :DD
OdpowiedzUsuńI witamy Bartka w Moskwie! No i musiał wyjechać do Rosji, żeby spotkać Mariolę ;) Dobrze, że dziewczyna od razu się przyznała, że to ona :D
Bartek to taki pazerny na to ciacho :D
I wybacz, że jakoś komentarza, ale wprawa już nie taka jak za starych czasów :D
Pozdrawiam ;*
A spróbowałabyś nie być :p
OdpowiedzUsuńtakiego kopa byś dostała że ojej xD
Cześć, Bartek.
Cześć, Mariola :) miło mi was poznać
Ale z tego Bartka spryciarz;d Niby nic, a jednak zdołał wyciągnąć z Marioli, że to ona^^ heh ciacho czekoladowe narobiłaś mi smaku:) Pozdrawiam i cieszę się, że jednak nie odeszłaś:)
OdpowiedzUsuńWiem, wiem, przestraszyłaś się mnie :D I nie miałaś odwagi uciec ;p
OdpowiedzUsuńKochana, jak zwykle genialnie i w formie jesteś ;) Nawet jeśli ciężko czasem się pisze, to tu tego nie widać :)
Taki tam zwariowany głupi Kurek :D któremu dobrze w niebieskim :D Mmm :D
I chyba nie będzie tylko koleżanką, co? Ja bym się nie umiała mu oprzeć :D
Pozdrawiam