<~***~>
Nic nie może
przecież wiecznie trwać,
Co zesłał los
trzeba będzie stracić…
Ścierając kurze, słucham radia. Słysząc te dobrze
znane słowa piosenki, myślę o Tobie. To właśnie Ciebie kilkanaście lat temu
zesłał mi los. Byłeś kimś w roli mojego anioła stróża, chociaż świętym
zdecydowanie nie można było Cię nazwać. Problemy często rozwiązywałeś za pomocą
pięści, wykorzystywałeś swój wzrost, żeby dostać to, czego chciałeś. Niczego
się nie bałeś i to mi właśnie zaimponowało. Wiesz, chyba kochałam Cię już jako
siedmiolatka z dwoma rudymi warkoczykami. Ale Ty wtedy nie zwracałeś na mnie
uwagi. Pomagałeś mi, oczywiście. Taki już po prostu byłeś. Znałeś mnie, może
nawet lubiłeś. W końcu byłam Twoją małą sąsiadką, którą często musiałeś się
opiekować. Z czasem coraz rzadziej i rzadziej…
To właśnie z Tobą po raz pierwszy się upiłam.
Chciałeś mi pokazać, co to kac. Niestety, to Ty bardziej cierpiałeś następnego
dnia niż ja. Z zaskoczeniem odkryłeś, że moja skromna osóbka, chociaż
poprzedniego dnia zaliczyła totalnego zgona, kaca nie miała. Ty wyglądałeś
okropnie. Blady, zmęczony, Twoje czerwone oczy śniły mi się potem po nocach. Powiedziałeś
mi wtedy, że chyba Ci na mnie zależy, a ja, głupia i bezmyślna, poklepałam Cię
po ramieniu i nazwałam braciszkiem. Kilkanaście dni później wyjechałeś. Na
początku nie zdawałam sobie sprawy, co straciłam. Uważałam, że kiedyś wrócisz,
przecież musisz. Teraz, prawie dziesięć lat później wiem już, że Cię straciłam.
Przewrotny los najpierw postawił mnie na Twojej drodze, a potem rozdzielił nas na
pierwszym skrzyżowaniu.
Ty kochasz ją,
nie mnie
I nie wiesz jak
to rani mnie
To
dziwne, wiesz? Nie mam pojęcia dlaczego każda piosenka dziś przypomina mi o
Tobie. Nie chcę Cię wspominać. Bo chociaż byłeś przyjacielem, wspomnienia te
nie są zbyt przyjemne. Boli, gdy przez oczami widzą Twoją uśmiechniętą twarz.
Twoje oczy wpatrujące się z uwielbieniem w kobiece, brązowe oczy. Niestety,
oczy te nie należały do mnie. A przecież mogły. Mogłam być Twoja, mogłam
pozwolić Ci mnie kochać. Niestety, na to już o wiele za późno. Wtedy, gdy był
na to czas, nie byłam świadoma czego chcę od życia. Nie wiedziałam, że to
właśnie Ty byłeś całym moim światem. Gdy się zorientowałam, w Twoim życiu nie
było już dla mnie miejsca. Nie kochałeś mnie. Kochałeś ją… To ona urodziła Ci
dziecko, ona opiekowała się Tobą, gdy byłeś chory, ona co noc zasypiała w
Twoich ramionach, to właśnie ją, nie mnie, co rano budziłeś pocałunkiem. Mnie
budził kto inny…
Z
głośnym westchnieniem opadam na kanapę i wpatruję się w stojące na półce
zdjęcie. Nie ma na nim Ciebie, co to, to nie. Za to jestem ja. Ja i on, ten
drugi, którego nigdy nie udało mi się pokochać tak, jak Ciebie. Z
roztargnieniem kręcę zaręczynowym pierścionkiem, spoglądając na ciemniejące za
oknem niebo. On niedługo powinien wrócić, a ja powinnam się z tego cieszyć. Nie
było go w końcu ładnych kilka dni. Jest siatkarzem, tak jak Ty. I w pewien
sposób nawet go kocham. Jest tylko jeden problem. On nie jest Tobą…
- Esther! – dobiega nagle do moich uszu. Na
usta wpływa mi lekki uśmiech, a po plecach przebiega dreszcz. Jak zawsze, gdy
słyszę swoje imię wypowiedziane z tym francuskim akcentem. A przecież jeszcze
do niedawna tak go nie znosiłam.
- Jesteś wreszcie – wstaję i wtulam się w jego
wyciągnięte ramiona. Z niemałym zdziwieniem stwierdzam, że naprawdę cieszę się,
że już wrócił.
- Jak ja za tobą tęskniłem, Maleństwo – mruczy
mi do ucha, jego usta wędrują po moim policzku i szyi, po czym lądują na
ustach.
I nagle Ty
stoisz dziś w moich drzwiach
I pytasz mnie,
czy może kogoś mam
Zaskoczona, odrywam wzrok od monitora. Dziwne, ale
dokładnie gdy z radia płynęły słowa piosenki, rozległ się dzwonek go drzwi. I
chociaż to głupie i irracjonalne, wiem, kogo zobaczę za drzwiami. Waham się
chwilę, gdy jednak dzwonek rozlega się ponownie, wolno ruszam w kierunku
korytarza. Łapiąc za klamkę, oddycham głęboko. Zamykam oczy i otwieram drzwi.
Podnoszę powieki i widzę Ciebie. Stoisz bez ruchu, wpatrując się we własne
stopy. Jesteś przemoczony do suchej nitki, smutny, przygarbiony. Zupełnie,
jakbyś na barkach dźwigał problemy całego świata.
- Cześć – mruczysz cicho, niepewnie na mnie
spoglądając.
Nie
odpowiadam. Wpatruję się w Twoją twarz zszokowana. Takiego Cię nie znałam,
nigdy taki nie byłeś. Walczę z samą sobą. Z jednej strony mam ochotę
przyciągnąć Cię do siebie, przytulić i nigdy więcej nie wypuścić, z drugiej
jednak wiem, że to nieodpowiednie. Nieodpowiednie, bo ja mam narzeczonego, a Ty
żonę i dziecko.
- Wejdź – odsuwam się, a Ty przechodzisz obok,
kierując się do salonu.
- Jesteś sama?
- Nico nie ma, jeżeli o to ci chodzi –
odpowiadam, siadając na fotelu naprzeciwko Ciebie – Co się stało, Michał? Czemu
wyglądasz jak siedem nieszczęść?
- Nie tylko wyglądam. Czuję się tak samo.
Zupełnie, jakby świat zawalił mi się na głowę – Twój głos jest niewiele
głośniejszy od szeptu – Przepraszam, nie powinienem zwalać cię się na głowę z
moimi problemami, ale… Po prostu przypomniałem sobie, jak zawsze potrafiłaś…
- Potrafiłam – uśmiecham się lekko – Zrobię
herbatę, dobrze? Malinową? – kiwasz głową. Mam wrażenie, że moje słowa nie do
końca do Ciebie docierają. Wchodzę jednak do kuchni, by kilka minut później
wrócić z dwoma kubkami gorącego napoju.
- Bo widzisz, Estera… To nie jest moje
dziecko. A ona… Ona, gdy za mnie wychodziła, miała już męża. Więc ślub jest
nieważny. Ostatnie cztery lata są nieważne… - wyrzucasz z siebie urywane zdania,
składające się w szokującą prawdę.
Otwieram
usta, wpatrując się w Ciebie bez słowa. Nie tego się spodziewałam. W zasadzie
to nie wiem, czego się spodziewałam. Zdrady? Choroby? Ale na pewno nie tego, co
powiedziałeś. Szybko się opamiętuję i przytulam Cię do siebie, padając przed
Tobą na kolana. Mam gdzieś to, że nie było Cię tyle lat. Wiem jedno, muszę Ci
pomóc. Bez względu na wszystko.
Nie uda nam się
mieć wszystkiego na raz
Coś kończy się,
żeby coś mogło trwać
Wiesz,
tamtego dnia chyba nawzajem sobie pomogliśmy. Przecież zawsze to potrafiliśmy,
już nawet jako dzieci. Zostawiłeś ją, bo co innego mogłeś zrobić? Okłamywała
Cię i to w najgorszy z możliwych sposobów. Całe Twoje życie po wyjeździe było
jednym wielkim oszustwem. Wyprowadziła się razem z dzieckiem, wyjechała i nie
wróciła. Mam nadzieję, że już nigdy nie wróci. Że zostawi Ciebie i Twoje jako
tako poukładane życie w spokoju. Bo chociaż minęło już kilka miesięcy, Ty nie
potrafisz o niej zapomnieć. Nienawidzisz, wciąż w jakimś stopniu kochając.
Rozumiem to, przecież gdy wyjechałeś, czułam to samo do Ciebie.
Siedzisz
na kanapie z nieodgadnioną miną wpatrując się we mnie. Nic nie mówisz, ale ja
wiem, co chodzi Ci po głowie. Nie wiesz jednak, jak zacząć, żebym Cię dobrze
zrozumiała. A przecież ja Cię znam. Znam Cię już od tak dawna, znam Cię, jak
nikt inny…
- Powiedz to wreszcie – uśmiecham się, a Ty
podskakujesz, wyrwany z odległej krainy własnych myśli.
- Ale co? – próbujesz grać na zwłokę, ale ja
tylko kręcę głową. I już wiesz, że nic z tego. Nie uciekniesz od tej rozmowy.
Musisz zaryzykować. Oddychasz więc głęboko i zaczynasz mówić:
- Bo widzisz, Estera, jeszcze niedawno
myślałem, że ona zabiła we mnie wszystkie pozytywne uczucia…
- Ale przy mnie jest inaczej, prawda? –
uśmiecham się ze zrozumieniem, a Ty niepewnie kiwasz głową.
- Przy tobie wiem, że żyję. Czuję, że żyję… I
chciałbym… Ja… Cholera, wiem, że wyjechałem i nie było mnie masę czasu, ale
chcę… Czy ty chcesz… - jąkasz się tak, że aż robi mi się Cię żal.
- Rozstałam się z Nico. Chciał, żebym wróciła
z nim do Francji. Ja jednak nie mogłam tego zrobić. Widzisz, nie kochałam go na
tyle, żeby zostawić to wszystko, co mam tutaj i zacząć od nowa. Zastanów się
dlaczego, dobrze?
Milczysz,
wpatrując się we mnie tymi wielkimi, niebieskimi oczyma. Widzę, jak przez Twoją
twarz przetacza się istny huragan uczuć. Jesteś zły, zaskoczony i szczęśliwy w
jednej chwili. Wszystko już wiesz, a jednak nie chcesz zrozumieć. Boisz się, że
źle zinterpretowałeś moje słowa. I nagle na Twojej twarzy pojawia się
determinacja.
- Kocham cię. Wyjdź za mnie – mówisz, klękając
przede mną.
- Nareszcie!
Hmmm. Marta chciała, Marta ma ;)
Marta komentuje :D
OdpowiedzUsuńKażdy Michał jest fajny, prawda? :D Prawda!
Zdecydowanie świetnie ci wychodzą historie o nim ;) Z fajnej perspektywy napisane. Po początkowym cytacie pomyślałam, że zaczęli od bycia razem i się rozstaną, a tu najpierw rozstanie, a dopiero potem się zeszli.
Stan Michała i tak był dobry, jak na to, że żył w fikcji i tak nagle musiał uznać szczęśliwe lata małżeństwa za nieważne. Luka w życiorysie. Estera ją zapełni z pewnością :) Przynajmniej tą w sercu :)
Wiadomo, jak szaleć to szaleć, wyznanie miłosne a w pakiecie zaręczyny, oł yeah :D
Pozdrawiam
Ojeju jak fajnie ^^ Nie ma, jak oświadczyny. Ale to Michasiowe oświadczyny, więc jestem w stanie je przetrawić :)
OdpowiedzUsuń