Dwa
Lubię patrzeć, gdy gra. Zdecydowanie. Wtedy tak naprawdę mogę
zobaczyć, jaki jest. Uwielbiam obserwować, jak walczy o każdą, nawet tą
najtrudniejszą, piłkę, jak złości się, gdy coś nie pójdzie po jego myśli, jak
cieszy się, gdy zdobędzie punkt z ataku czy zablokuje rywala. Jest dobry w tym
co robi, cholernie dobry. Niestety, w Polsce na swojej pozycji ma wielką
konkurencję. Gra w kadrze nie jest mu pisana. Jeszcze nie...
Zaciskam kciuki, gdy wchodzi na zagrywkę. Podrzuca piłkę,
uderza... As serwisowy! Odwraca się i wlepia we mnie swoje spojrzenie. Nie
widzę z tej odległości jego oczu, ale mogłabym przysiąc, że maluje się w nich
wielkie zadowolenie i radość. Radość, bo do pokonania ZAKSY brakuje im tylko
dwóch punktów. Tylko, albo aż...
Wygrywają. Łuczniczka powoli pustoszeje, na trybunach nie ma już
nikogo. Siedzę tylko ja. Patrzę, jak wygłupia się z córką Marcina Wiki,
szczęśliwy z wygranej. Ma się z czego cieszyć. W końcu to kędzierzynianie byli
faworytem tego spotkania. Uśmiecham się i wstaję z krzesełka. Wolno ruszam w
stronę wyjścia, ale zatrzymuję się, słysząc swoje imię.
- Kaja! Czekaj na mnie! -
odwracam się i widzę, jak biegnie w moją stronę, przeskakując rzędy krzesełek.
- Spokojnie, bo jeszcze
się połamiesz - uśmiecham się, gdy staje przede mną - Gratuluję.
- A nagroda?
- A co ja jestem? Jakaś
fundacja czy co?
- Moja jesteś - przyciąga
mnie do siebie - To co z tą nagrodą?
Nie czekając na moją odpowiedź, łapie moją twarz i delikatnie
przyciska swoje usta do moich. Zamykam oczy i wzdycham cicho. Nie mogę się do
tego przyzwyczaić. Nie ogarniam faktu, że on naprawdę jest mój. Że jest ze mną,
bo tego chce. Bo przecież, gdyby nie chciał, nie byłoby go przy mnie. Gdyby nie
chciał ze mną być, nie przytulałby mnie do siebie tak, jak mnie przytula. Gdyby
nie chciał ze mną być, nie prowadziłby mnie na dół do swoich kolegów...
- Nie! - zatrzymuję się,
zdając sobie sprawę z tego, co on chce zrobić.
- No przestań! Nie zjedzą
cię!
- Ale pomyślą sobie,
że...
- Nic nie pomyślą.
Spokojnie - uśmiecha się. To wystarcza, by wszystkie wątpliwości zniknęły.
Siedzę wygodnie na tarasie domu Stefana, z uśmiechem na ustach
obserwując jego dzieciaki, biegające w ogrodzie. Niedługo Joasia też będzie tak
biegała… Joasia, albo Maciek. Nie chciałam wiedzieć, jakiej płci będzie
maleństwo. Dla mnie ważne jest to, żeby było silne i zdrowe. Nic innego się nie
liczy…
Zerkam kątem oka na rozmawiającego z kolegami z drużyny
Andrzeja. Jest taki swobodny, radosny. Zupełnie, jakby nie miało dla niego
znaczenia to, że za niecałe 3 miesiące kobieta, której prawie nie zna zostanie
matką jego dziecka. Zachowuje się tak naturalnie, niby przez przypadek
dotykając dłonią mojego ramienia, ocierając udem o moje udo czy od tak sobie
pochylając się nade mną i całując w policzek. Zupełnie, jakbym coś dla niego
znaczyła…
Bo
znaczysz! – krzyczy jakiś głos w mojej głowie.
Ale ja wolę nie robić sobie złudnych nadziei. On mnie nie kocha.
W każdej chwili może wyrzucić mnie ze swojego życia. Tak po prostu zapomnieć.
- O czym myślisz? –
spoglądam na niego, słysząc jego głos. Ze zdziwieniem odkrywam, że zostaliśmy
zupełnie sami.
- Gdzie reszta?
- To duże dzieci. Poszli
pobawić się klockami – szczerzy się.
- Głupi – prycham pod
nosem. Staram się być poważna, ale długo mi się to nie udaje – Ty też jesteś
duży dzieciak. Dlaczego nie bawisz się z nimi?
- Ślicznie wyglądasz,
taka zapatrzona w dal – mruczy mi do ucha, kompletnie olewając moje pytanie.
Czuję, że się czerwienię. Jest mi gorąco, a dłonie stają się
wilgotne. Moje serce robi jakieś dziwne fikołki, a żołądek zaciska się w supeł.
Wiem co to oznacza…
- Znów to robisz.
- Co?
- Patrzysz tym nieobecnym
wzrokiem przed siebie i się uśmiechasz. O czym myślisz?
O
tym, że się w tobie zakochałam, debilu! Jak możesz nie wiedzieć?!
- O niczym szczególnym.
Wyobrażam sobie, jak Joasia – urywam na chwilę i zerkam na niego kątem oka, po
czym mówię dalej – Albo Maciek będzie kiedyś biegać, bawić się…
- Łeee – wzdycha
niepocieszony - A ja myślałem, że o mnie myślisz…
- Dowiem się, gdzie
podziała się reszta? – zmieniam temat. Boję się, że powiedziałabym za dużo,
gdyby jeszcze kilka razy zrobił tę swoją niepocieszoną minę.
Wracamy do mieszkania, piechotą, bo przecież to tylko kilka ulic
dalej. Nie chciałam, żeby wynajął taksówkę, Bydgoszcz to w końcu takie piękne
miasto. I chociaż wcześniej nie zauważałam wielu rzeczy, teraz widzę je
dokładnie. Może dlatego, ze jestem w ciąży, a może dlatego, że po raz pierwszy
w życiu się zakochałam?
Uśmiecham się, gdy Andrzej splata swoje palce z moimi,
przyciągając mnie bliżej siebie. Lubię, gdy jest tak blisko. Mam wtedy
wrażenie, że mu na mnie zależy, że może kiedyś nadejdzie dzień, w którym powie
mi, że mimo tego, jak się poznaliśmy, zakochał się we mnie…
- Znów to robisz.
- Ale co? Przecież tylko
idę – uśmiecham się.
- Jesteś nieobecna,
zamyślona… Jest coś, o czym powinienem wiedzieć?
Tak,
Andrzej. Powinieneś wiedzieć, że kocham cię, jak ta ostatnia idiotka…
- Nie, tak tylko sobie
rozmyślam – zbywam go.
Gdy docieramy wreszcie do mieszkania, jak nieżywa padam na
kanapę. Tak długie spacery z tak dużym brzuchem jak mój są raczej męczące.
Dlaczego ja nie wpadłam na to, gdy opuszczaliśmy ten ich galeretkowy zlot?
- Oddałabym wszystko za
masaż stóp – mruczę, podkładając poduszkę pod plecy.
- Mówisz? – słysząc ton
jego głosu, podnoszę jedną powiekę. Andrzej szczerzy się wesoło, zapewne
wymyślając już, czym może być owe „wszystko”.
- Tylko…
- Spokojnie – siada na
fotelu naprzeciwko mnie i kładzie sobie moją nogę na kolanie. Delikatnie
pozbawia mnie buta i zaczyna dotykać palcami mojej stopy.
- Oooo taaak – mruczę
zadowolona, odchylając głowę do tyłu.
- Odwdzięczysz się
później.
- Co mam przez to
rozumieć?
Nie odpowiada. Przesiada się z fotela na kanapę i kładzie dłoń
na moim brzuchu. W tym właśnie momencie czuję, jak maleństwo się porusza.
- Niesamowite! – cieszy
się – No, Maciuś, przybij tatusiowi piątkę! – mówi z ustami tuż nad swoją
dłonią.
- Wrona – wzdycham
załamana. No bo jak tak można?
- Co? Przecież mówiłem, że
to Maciuś!
- Nie o to chodzi… Nie.
Nie mam siły ci tego tłumaczyć… - burczę z zamkniętymi oczyma.
- Moja księżniczka jest
zmęczona – muska ustami mój policzek i bierze mnie na ręce, kierując się w
stronę sypialni.
Jego księżniczka… Chciałabym nią być naprawdę.
Taki tam Andrzej numer dwa.