poniedziałek, 7 stycznia 2013

CZĘŚĆ DRUGA



CZĘŚĆ DRUGA


oczami Izabeli

Może i byłam bardzo zajęta rozmową z Andrzejem, ale tego, co zrobił Misiek nie mogłam nie zauważyć. Wprost nie wierzyłam własnym oczom. Całował ją. I to jak całował! Tak, ta sytuacja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że idealna byłaby z tej dwójki para.
 - Coś tam wypatrzyła takiego ciekawego? – pyta mnie mój towarzysz, sprowadzając mnie z powrotem na ziemię. Jak ja w ogóle mogłam stracić kontakt z rzeczywistością, rozmawiając z nim? Nie mam pojęcia, chyba po prostu zdolna jestem. W końcu nazywam się Kubiak.
 - Mojego brata. I moją przyjaciółkę, która miała udawać jego nową dziewczynę. Jakoś przed chwilą nie wyglądało mi to na udawanie… Ale mniejsza z tym. Długo jeszcze zostaniecie w Jastrzębiu?
 - Wyjeżdżamy, jak już wszyscy się ogarną. Niestety – mówi, posyłając mi ten swój czarujący uśmiech, od którego miękną kolana.
 - Niestety – powtarzam, odwzajemniając się podobnym uśmiechem.
Andrzej podoba mi się odkąd pamiętam. Wcześniej jednak nie mogłam wypróbować na nim swoich sztuczek. Nie publicznie. Miałam chłopako-brata, który by mnie zabił, gdybym zniszczyła jego misterny plan. Teraz jednak Misiek ma Celcię, a ja… A ja mam duże pole do popisu.
 - A może… - zaczyna, ale urywa, machając ręką – Nie, to głupie.
 - Jak już zacząłeś, to dokończ.
 - Pomyślałem, że mogłabyś wpaść kiedyś na mecz do Bydgoszczy.
 - Hmm… - udaję głębokie zamyślenie, chociaż w środku cała podskakuję z radości – Dobrze myślisz.
 - Mogłabyś zostać kilka dni… Wiesz, mam duże i wygodne łóżko – szczerzy się.
 - Zastanowię się – wykręcam się, chociaż cholernie dobrze wiem, że pojechałbym z nim nawet dziś – Muszę już wracać. Boję się, że Michał po tym meczu rozwali całe mieszkanie.
 - Więc do zobaczenia, Izabelo.
 - No cześć – mruczę, chcąc się odwrócić i odejść. Powstrzymuje mnie jednak duża dłoń zaciskająca się na moim nadgarstku.
 - Mam nadzieję, że wpadniesz jak najszybciej – szepcze mi do ucha, muska ustami mój policzek i zostawia samą, całkowicie rozdygotaną i skołowaną.

~***~

Wchodzę do mieszkania, nucąc pod nosem coś niezrozumiałego. Michał jest w salonie. Widzę jego stopy, leżące na oparciu kanapy. Nie wiem, jak on może tak leżeć z nogami u góry. Ale nie wnikam. U koali to chyba normalne. Bo kiedyś ktoś mi powiedział, że Michał to wygląda, jak taka słodka koala… A ja się pytam: z której, kurna, strony on słodki jest?
 - I jak tam przegrańcu? – skaczę przez oparcie, lądując na jego kolanach. Wiem, że to uwielbia.
 - Powinnaś mnie pocieszać, a nie dołować – burczy.
 - Pocieszyła to cię Cecylia. I to wzorowo, z tego co zauważyłam. Mam tylko nadzieję, że tego nie spieprzysz.
 - Ale czego? – pyta, siadając i świdrując mnie wzrokiem.
 - No nie mów, że nie wiesz! Kubiak, jako mój brat powinieneś być bardziej kumaty! A ty, to widzę, rozgarnięty jesteś, jak kupa liści.
 - Ty lepiej leć do Wrony, a nie pyskujesz, gówniaro – pokazuje mi jęzor, jak na dorosłego faceta przystało.
 - Słuchaj Michał, może ty jeszcze tego nie wiesz, ale ja już wiem. Celcia jest dla ciebie wprost idealna. I nie mówię tego tylko dlatego, że jest moją najlepszą przyjaciółką. Mówię to, bo tak czuję. Gotuje ci już od dawna, karmi twoją grubą dupę, dzielnie wytrzymuje twoje chamskie odzywki, chociaż ja na jej miejscu już dawno przywaliłabym ci patelnią, słowo! Albo chociaż zalała jakimś sosem czy zupą…
 - Przecież ona mnie nawet nie lubi.
 - Kurwa Kubiak, czy ty mnie słuchasz?!
 - Noo… Tak?
 - Dobra – oddycham głęboko kilka razy, żeby się uspokoić – Powiem to dużymi literami, żebyś dobrze zrozumiał. Gdyby Cecylia cię nie lubiła, nie poszłaby z tobą na mecz i nie pozwoliłaby się TAK pocałować. Jestem pewna, że porządnie byś oberwał, gdyby cię nie lubiła… A, no i nie otruła cię, chociaż jesteś nadzwyczaj chamski.
 - Tak myślisz?
 - Myślę! Braciszku kochany, ja to wiem! No i wiesz… Ktoś będzie musiał się tobą zająć, gdy ja będę w Bydgoszczy – mówię i zamykam oczy, żeby nie widzieć jego głupiej miny.
 - Do… GDZIEE?!!
 - Wiesz, wolę tych, co wygrywają – szczerzę się i zwiewam do swojego pokoju. I nie odzywam się, chociaż on dobija się do mnie przez dobry kwadrans.
 - Michał?
 - Tak?
 - Ja to się nad jednym zastanawiam…
 - Nad czym?
 - Nad tym, co ty tu ciągle robisz? Powinieneś wieźć swoją grubą dupę do Celci. Pewnie chętnie poszłaby z tobą na jakieś ciacho. Może sernik?
 - Jej sernik i tak jest najlepszy.
 - Więc idź i jej to powiedz, gamoniu!

oczami Michała

Rozmowa z siostrą dała mi wiele do myślenia. Izka może była młodsza i miała milion głupich pomysłów na minutę, ale to, co wymyśliła dziś, miało sens. Jakby się dłużej nad tym wszystkim zastanowić, doszłoby się do tego samego wniosku. Celka musiała jednak lubić mnie chociaż odrobinę, inaczej byłbym już martwy.
Zebrałem się w sobie, kupiłem w pobliskiej kwiaciarni jedną herbacianą różę i ruszyłem do mieszkania Cecylii. Z każdą kolejną mijającą minutą odwaga jednak mnie opuszczała. A co, jeśli Iza nie miała racji? Co, jeśli Celka toleruje mnie tylko ze względu na Izę właśnie? Nie rozumiałem tego, co się ze mną działo. Przecież nigdy nie miałem problemów z umawianiem się z dziewczynami… A tu pojawia się od taka Cecylia, a ja zupełnie tracę głowę.
 - Nie idę! – mruczę do siebie pod nosem i odwracam się na pięcie.
I wtedy właśnie ją zauważam, chociaż ona jeszcze mnie nie widzi. Nie jest sama, towarzyszy jej jakiś chłopak. Śmieją się, szturchają. Najwyraźniej dobrze się bawią. Ona dobrze się bawi. Beze mnie. Wrzucam kwiat do pobliskiego śmietnika i chcę odejść. Niestety, Cecylia mnie zauważa.
 - Michał? A co ty tu robisz? – pyta, podchodząc do mnie.
Nie odpowiadam od razu. Nie wiem, co powiedzieć. Przyznać się? Żeby mnie później wyśmiała? Nie, bezpieczniej będzie po prostu ja okłamać.
 - Chciałem tylko zapytać, czy zgodziłabyś się przyjść na następny mecz. To ważne, bo gramy u siebie z ZAKSĄ, więc hala będzie wypełniona piszczałkami. Nie musisz odpowiadać od razu. Zastanów się na spokojnie.
 - Jasne – mruczy, lekko zbita z tropu. Wcale mnie to nie dziwi. Też bym nie wiedział co zrobić, gdyby nagle ktoś, kto warczał na mnie przy każdej okazji, nagle od tak zaczął ze mną normalnie rozmawiać – Może wejdziesz? Mam sernik.
 - Nie, nie. Nie będę wam przeszkadzał. To do zobaczenia na hali, mam nadzieję – uśmiecham się i odchodzę.
 - Przyjdę! – woła za mną, ale ja udaję, że jej nie słyszę. Wolałbym nie oglądać jej z tym facetem.

~***~

Gdy wracam do mieszkania, Izka czeka na mnie w salonie. Patrzy na mnie z wyczekiwaniem, ma nadzieję, że streszczę jej przebieg mojego spotkania z Cecylią.
 - I jak było? – pyta w końcu, doskakując do mnie.
 - Nic nie było!
 - Nie poszedłeś?! No Misieek! Padalcu!
 - Nie była sama.
 - Jak to nie była sama? – pyta, marszcząc czoło.
 - Miała przy sobie jakiegoś…
 - Brunet? Taki trochę rozczochrany?
 - Właśnie on! Wiedziałaś, że ona kogoś ma? Wiedziałaś i mimo to kazałaś mi do niej iść? Iza… - nie kończę. Kręcę głową i znikam za drzwiami własnego pokoju, nie dając jej dojść do słowa. Nie miałem ochoty słuchać jej pokręconych wyjaśnień.

oczami Cecylii

Uświadomiona przez Izę, czekałam na Michała przed ich mieszkaniem. Jej nie było, szalała gdzieś w Bydgoszczy. A ja sama musiałam sprawić, żeby Michał powiedział mi to, co był gotowy powiedzieć mi wtedy, gdy zobaczył mnie z Maćkiem. Denerwowałam się bardziej, niż przed maturą. Gdy go w końcu zobaczyłam, o mało nie zeszłam na zawał. I wtedy usłyszałam w głowie radosny głos przyjaciółki.
 ~ I pamiętaj! Jak wrócę, chcę móc nazywać cię bratową!
Tak, Iza na swój szalony i pokręcony sposób zawsze potrafiła dodać mi otuchy. Potrafiła powiedzieć coś, co przypominało mi się potem przez dłuższy czas i dawało siłę do działania. Tak było właśnie teraz.
 - Cześć – uśmiechnęłam się do Kubiaka – Gotowy?
 - Od urodzenia – wyszczerzył się – A ty?
 - Ja też – mrugnęłam do niego i wsiadłam do auta.
Jechaliśmy przez miasto, nie odzywając się do siebie ani słowem. Ja zajęta byłam obserwowaniem go kątem oka, on natomiast wyglądał, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Gdy tak myślał, wyglądał niesamowicie pociągająco. Miałam ochotę zmusić go, żeby zatrzymał samochód i…
 - Hej! Cela, wysiadasz?
 - Co? A, tak, już – pokręciłam głową i wysiadałam, prawie zabijając się o własne nogi. Na szczęście Michał bym blisko.
 - Lecisz na mnie? – pyta pół żartem pół serio.
 - A gdyby nawet? – podnoszę głowę, chcąc zobaczyć jego reakcję.
Jest zaskoczony. Po pierwsze chyba nie spodziewał się takich słów z mojej strony, a po drugie i chyba ważniejsze, jest pewien, że mam chłopaka.
 - Chodź już, bo się na własny mecz spóźnisz – wyswobadzam się z jego uścisku i ruszam przodem. Odwracam się przez ramię, a on nadal tam stoi – Michał!
 - Co? – pyta, ale widząc moją wyciągniętą rękę i zniecierpliwione spojrzenie, wraca na ziemię i chwyta moją dłoń w swoją – Cela, a co z tym… Tym…
 - Z Maćkiem? To nic takiego, po prostu był miły i odprowadził mnie do domu. Idź już, bo zaraz mnie twój trener zabije. – nie dopuszczam go do głosu. Popycham go w kierunku szatni, sama zaś ruszam na swoje miejsce.

~***~

Michał gra jak natchniony. Zagrywa, przyjmuje, blokuje, atakuje. Wszędzie go pełno. Mam wrażenie, że dziś byłby w stanie sam roznieść ZAKSĘ w pył. ZAKSA jednak dobrze się broni, co doprowadza mnie do palpitacji serca. Pięć setów to zdecydowanie za dużo jak dla mnie, a już na pewno wtedy, gdy ten piąty, najważniejszy, jest przegrany.
 - Dobrze było – mówię, gdy do mnie podchodzi.
 - Przegraliśmy!
 - Misiek… To ZAKSA. Nie wy pierwsi i nie ostatni z nimi przegrywacie.
 - Chciałem dziś wygrać, żebyś nie myślała, że taka ze mnie ofiara…
 - Idź się ogarnij i wróć. Wygląda na to, że chciałbyś mi coś powiedzieć.
 - Więc myślisz, że jestem ofiarą?
 - Nie Misiek, myślę, że dałeś z siebie wszystko, a nawet więcej. Po prostu zabrakło wam trochę szczęścia.
Wzdycha głośno i wychodzi, nie odwracając się za siebie. Kilka dziewczyn mrozi mnie wzrokiem, ale ja nic sobie z tego nie robię. Opieram się o ścianę i czekam.
 - Jestem! Celka, ja… - zaczyna, ale nagle urywa. Wpatruje się we mnie jak w obrazek, z każdą mijającą sekundą przysuwając się coraz bliżej.
 - Dobrze się czujesz?
 - Nie otrułaś mnie. Nie oberwałem patelnią, garnkiem, ani talerzem. Karmiłaś moją grubą dupę, a ja byłem taką świnią – gada zupełnie od rzeczy, ale staram się mu nie przerywać – A ty niczym mnie nie walnęłaś, chociaż nawet nie spytałem, czy mogę cię pocałować.
 - Dziś jeszcze mnie nie całowałeś – odzywam się, gdy jest już dosłownie o centymetry ode mnie.
 - Iza miała rację – mówimy jednocześnie.
Michał uśmiecha się, kiwając głową. A potem pochyla się i mnie całuje. Po raz pierwszy tego dnia. Po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni.



Bo matka kazała :D
Pozdrawiam;**

2 komentarze:

  1. Hell yeah ^^ wchodzę a tu takie coś :D zajebiście, Titto :D a jak tam nasze idzie? :P czekam na więcej takiego pieprzenia Kubiaka od rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I miałam komentarz i co? Wyłączyło mi się :(
    Ale znów wracam z cudownym komentarzem:
    Miiiiisiiiiieeeeeeeeeeeek! Po prostu, najlepsiejszy prezent urodzinowy od ciebie ever ;* Tak, Marta takie lubić ;) kompletnie mnie tym uwiodłaś, tą historią i Michałem...
    Oby był w innych rzeczach bardziej kapujący, bo tu to przeszedł samego siebie. Zwodzi kobietę, rozkochuje, źle traktuje, a potem duma, że nie ma u niej szans, no helo.
    Od czego ma jednak mądrą siostrę :D Oczywiście, że go nie otrułam! Jakbym mogła? Do kogo bym wzdychała? I kogo dziewczynę bym udawała? I komu bym się pozwalała miziać po meczu?
    Ale to było urocze z tym sernikiem.... Oj :) I kwiatka mi kupił :) słodkie ;)
    ale straszny nerwus z niego, domyślił sobie historyjkę, mógł spytać, cokolwiek powiedzieć
    Znów musiała boska Iza wkroczyć do akcji :D
    A potem ja zaskoczyłam Michała, żebym to ja musiała tłumaczyć jego brednie no ;p
    Jednakże doszedł do słowa, wykrztusił, to co miał i mogliśmy się zająć sobą :D Mmmmm... Po raz pierwszy, ale nie ostatni ^^
    Bratowa, mistrzu mój :* Dziękuję za wszystko, wrócę tu nie raz, jak mi będzie źle :*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń