Rozdział
1
Jest późny wieczór, można by powiedzieć nawet, że już noc. Nie
mam pojęcia, która godzina. Już dawno straciłam poczucie czasu. Bezmyślnie
wpatruję się w odbijający się od tafli Jeziora Kortowskiego księżyc. Jestem tu,
siedzę na trawie, oddycham, ale czuję, jakby mnie nie było. Chciałabym, żeby
mnie nie było...
Od dziecka przychodzę zawsze w to samo miejsce. Tu zawsze
potrafiłam dojrzeć światełko w tunelu. Potrafiłam znaleźć rozwiązanie nawet
tych trudnych i wielkich problemów. Teraz nie potrafię. Może dlatego, że życie
dziecka było łatwiejsze? Życie nastolatki w porównaniu z tym, co było, to
tragedia...
Kiedyś potrafiłam się uśmiechać, już nie potrafię. Kiedyś miałam
przyjaciółki, odeszły. Kiedyś miałam szczęśliwą rodzinę, kochających rodziców,
dziś w domu toczy się wojna o wszystko. A ja nie potrafię pojąć, jak dwoje
ludzi, którzy żyli ze sobą blisko 20 lat, może od tak po prostu przestać się
kochać...
Pociągam nosem i ocieram rękawem swetra płynące po policzkach
łzy. Obiecałam sobie, że nie będę już przez nich płakać. Ale to trudne. Jest
cholernie ciężko, gdy dwie najważniejsze osoby w twoim życiu, ludzie, których
kochasz bezgranicznie, kłócą się nawet o ciebie i o to, kto ma do ciebie
większe prawo.
- Hej - słyszę za sobą
czyjś głos. Przerażona, zrywam się z miejsca i zaczynam cofać.
- Nie podchodź! - mówię.
Nie poznaję własnego głosu.
- Spokojnie, nic ci nie
zrobię - zatrzymuje się i wyciąga przed siebie ręce, chcąc mnie uspokoić.
Wychodzi z cienia, żebym lepiej mogła go widzieć - Zobaczyłem, że tu siedzisz i
pomyślałem, że coś ci się stało.
- Jak widzisz wszystko ze
mną w porządku. Możesz iść - wzruszam obojętnie ramionami. W środku jednak tej
obojętności wcale nie czuję. Bo ten tajemniczy nieznajomy zainteresował się mną
bardziej, niż rodzice w ciągu ostatniego miesiąca.
- Nie powinnaś wracać do
domu?
- Nie chcę wracać do domu
- mówię, po czym zatykam ręką usta.
- Więc jednak nie jest w
porządku - wolno rusza w moją stronę - Powiedz, dlaczego nie chcesz wracać?
Staje tuż przede mną. Muszę zadrzeć głowę do góry, żeby móc
patrzeć mu w oczy. Mimo panującego dookoła mroku, dostrzegam w nich coś, co
powoduje, że mam ochotę opowiedzieć mu wszystko to, co najbardziej mnie boli.
Milczę jednak, pozwalając mu posadzić się na trawie. On siada obok mnie,
ocierając ramieniem o moje ramię.
Milczymy. Nie jest to jednak przytłaczające nic niemówienie. W
jego towarzystwie milczy się całkiem przyjemnie. Trochę dziwnie się czuję, siedząc
tak blisko niego. W końcu go nie znam, widzę go po raz pierwszy w życiu. Jestem
z nim sama w środku nocy, gdyby chciał, mógłby ze mną tu zrobić, co by tylko chciał.
Nikt by nic nie usłyszał.
- Nic ci nie zrobię –
powtarza po raz kolejny.
- Oni się kłócą –
szepczę, wlepiając w niego błyszczące od łez oczy – Kłócą się nawet o to, kto
ma do mnie większe prawo. Jakbym była rzeczą, nie człowiekiem. A ja żyję!
Czuję! I mam tego wszystkiego powyżej uszu! – z każdym kolejnym wypowiedzianym
słowem, mój głos się podnosi.
- Przykro mi – mruczy,
uśmiechając się delikatnie – Musisz być silna, maleńka. Po burzy zawsze
wschodzi słońce.
Wypowiedziane przez niego słowa wydają się banalne, a jednak
mają w sobie coś, co pozwala mi uwierzyć, że jednak kiedyś może będzie lepiej.
Może już niedługo przestaną się kłócić, może znów będzie jak dawniej… Nadzieja
na lepsze jutro i to, jak mnie nazwał sprawia, że w moich oczach ponownie
pojawiają się łzy. Nie są to jednak łzy smutku. Po raz pierwszy od dawna
wierzę, że będzie lepiej.
- Dziękuję – szepczę,
opierając głowę na ramieniu nieznajomego. Ten gest wydaje mi się taki dobry,
odpowiedni do chwili, która trwa.
- A teraz odprowadzę cię
do domu, dobrze? Nie możesz spędzić nocy nad jeziorem. Chociaż nie powiem,
całkiem miło by było spać tak pod gwiazdami.
- Kozaczysz, czy
próbujesz grać romantyka?
- Jestem romantykiem. No
i może trochę kozaczę – szczerzy się wesoło.
Też się uśmiecham. Pierwszy raz od dawna na moich ustach pojawia
się szczery uśmiech. I to przez kogo? Przez chłopaka, którego znam od kilkudziesięciu
minut, o którym kompletnie nic nie wiem. Przyłapuję się nawet na rozmyślaniu o
tym, czy jeszcze kiedykolwiek go spotkam.
- Więc chodźmy – oddycham
głęboko. Zanim jednak udaje mi się choćby zacząć wstawać, nieznajomy zrywa się
z miejsca i wyciąga do mnie dłoń.
Łapię ja trochę niepewnie. Jest duża. I ciepła. Jednocześnie
silna i delikatna. Potrząsam głową, chcąc sprowadzić się z powrotem na ziemię.
Ruszam przed siebie, nieznajomy rusza za mną.
- Nawet nie wiem, jak
masz na imię – mówi, doganiając mnie.
- Paula.
- Paulina.
- Nie, nie Paulina. Paula
– tłumaczę - Nie pytaj, ojciec się uparł… A ty? Poczekaj! Spróbuję zgadnąć!
- Proszę bardzo – wzrusza
ramionami, uśmiechając się. Wygląda, jakby się cieszył z powrotu mojego w miarę
dobrego humoru.
- Hmmm… - mruczę,
obserwując go – Na Zdziśka to ty mi nie wyglądasz, na Edzia raczej też nie…
Może… Wiktor?
- Blisko. Też na W.
- Naprawdę?! – wołam
zdziwiona. Nie podejrzewałam, że uda mi się trafić w pierwszą literę jego
imienia za pierwszym podejściem.
- Imię na w… - przechylam
głowę, szukając w głowie imienia – Wacek raczej nie.
- No nie, nie Wacek.
- Witek?
- Nie – szczerzy się,
dumny z mojej niecelności.
- Więc musisz być Wojtek!
- Niekoniecznie muszę,
przecież mogę być Władkiem. Ale zgadłaś, jestem Wojtek.
- Wiesz… – zatrzymuję się
nagle – Dalej pójdę już sama. Nie chcę, żeby oni widzieli mnie z… No wiesz.
- Jasne – uśmiecha się ze
zrozumieniem.
Kiwam głową i ruszam przed siebie.
- Paula?!
- Tak?
- Spotkamy się jeszcze
kiedyś?
- Wiesz, gdzie mnie
znaleźć – mówię, spoglądając w kierunku, z którego przyszliśmy – Cześć.
- Do zobaczenia – mówi.
Wciska ręce do kieszeni i rusza przed siebie. Ja robię to samo.
Cicho otwieram drzwi i wślizguję się do mieszkania. Pozbywam się
butów i wchodzę do salonu. Ojciec znów śpi na niewygodnej kanapie, bo matka
wyrzuciła go z sypialni. Poprawiam koc, którym jest okryty i ruszam do siebie.
Mimo tych wszystkich kłótni o każdą błahostkę, nadal go kocham. Nadal ich kocham…
Chłop z Mazur nr 1.
:)
Titta! :D :> zajebiście się zaczyna. Przepraszam, nie jestem w stanie skonstruować jakiegoś normalnego komentarza, po 2 godzinach korków i 8 w mieście nie myślę :<
OdpowiedzUsuńChłop z Mazur, więc wszyscy na Mazury, nie w góry :D Jedziemy Titta? :D
OdpowiedzUsuńNie zazdroszczę Pauli sytuacji w domu. Wtedy wątpi się we wszystko, co się przeżyło i myśli, że wcześniejsze sytuacje to iluzja. Może naprawdę się opamiętają i się obędzie bez rozwodu?
Ech ten Wojtek ;) Wacka to on gdzie indziej ma :D Jaki troskliwy i... wielki :D Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza :D kozaczyć to on chyba nigdy nie przestaje ;p
Pozdrawiam
Yeaaahh ! :D nareszcie coś nowego ! ;D Cieszę się niezmiernie ! :D
OdpowiedzUsuńZaczyna się świetnie ! ;) Czekam na kolejnyy ! ;D
Początek super mega :D Wpadać będę na pewno! :D
OdpowiedzUsuńhttp://walcze-bo-warto.blogspot.com/ zapraszam :)