środa, 8 maja 2013

~1~




Rozdział 1



Jest późny wieczór, można by powiedzieć nawet, że już noc. Nie mam pojęcia, która godzina. Już dawno straciłam poczucie czasu. Bezmyślnie wpatruję się w odbijający się od tafli Jeziora Kortowskiego księżyc. Jestem tu, siedzę na trawie, oddycham, ale czuję, jakby mnie nie było. Chciałabym, żeby mnie nie było...
Od dziecka przychodzę zawsze w to samo miejsce. Tu zawsze potrafiłam dojrzeć światełko w tunelu. Potrafiłam znaleźć rozwiązanie nawet tych trudnych i wielkich problemów. Teraz nie potrafię. Może dlatego, że życie dziecka było łatwiejsze? Życie nastolatki w porównaniu z tym, co było, to tragedia...
Kiedyś potrafiłam się uśmiechać, już nie potrafię. Kiedyś miałam przyjaciółki, odeszły. Kiedyś miałam szczęśliwą rodzinę, kochających rodziców, dziś w domu toczy się wojna o wszystko. A ja nie potrafię pojąć, jak dwoje ludzi, którzy żyli ze sobą blisko 20 lat, może od tak po prostu przestać się kochać...
Pociągam nosem i ocieram rękawem swetra płynące po policzkach łzy. Obiecałam sobie, że nie będę już przez nich płakać. Ale to trudne. Jest cholernie ciężko, gdy dwie najważniejsze osoby w twoim życiu, ludzie, których kochasz bezgranicznie, kłócą się nawet o ciebie i o to, kto ma do ciebie większe prawo.
 - Hej - słyszę za sobą czyjś głos. Przerażona, zrywam się z miejsca i zaczynam cofać.
 - Nie podchodź! - mówię. Nie poznaję własnego głosu.
 - Spokojnie, nic ci nie zrobię - zatrzymuje się i wyciąga przed siebie ręce, chcąc mnie uspokoić. Wychodzi z cienia, żebym lepiej mogła go widzieć - Zobaczyłem, że tu siedzisz i pomyślałem, że coś ci się stało.
 - Jak widzisz wszystko ze mną w porządku. Możesz iść - wzruszam obojętnie ramionami. W środku jednak tej obojętności wcale nie czuję. Bo ten tajemniczy nieznajomy zainteresował się mną bardziej, niż rodzice w ciągu ostatniego miesiąca.
 - Nie powinnaś wracać do domu?
 - Nie chcę wracać do domu - mówię, po czym zatykam ręką usta.
 - Więc jednak nie jest w porządku - wolno rusza w moją stronę - Powiedz, dlaczego nie chcesz wracać?
Staje tuż przede mną. Muszę zadrzeć głowę do góry, żeby móc patrzeć mu w oczy. Mimo panującego dookoła mroku, dostrzegam w nich coś, co powoduje, że mam ochotę opowiedzieć mu wszystko to, co najbardziej mnie boli. Milczę jednak, pozwalając mu posadzić się na trawie. On siada obok mnie, ocierając ramieniem o moje ramię.
Milczymy. Nie jest to jednak przytłaczające nic niemówienie. W jego towarzystwie milczy się całkiem przyjemnie. Trochę dziwnie się czuję, siedząc tak blisko niego. W końcu go nie znam, widzę go po raz pierwszy w życiu. Jestem z nim sama w środku nocy, gdyby chciał, mógłby ze mną tu zrobić, co by tylko chciał. Nikt by nic nie usłyszał.
 - Nic ci nie zrobię – powtarza po raz kolejny.
 - Oni się kłócą – szepczę, wlepiając w niego błyszczące od łez oczy – Kłócą się nawet o to, kto ma do mnie większe prawo. Jakbym była rzeczą, nie człowiekiem. A ja żyję! Czuję! I mam tego wszystkiego powyżej uszu! – z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, mój głos się podnosi.
 - Przykro mi – mruczy, uśmiechając się delikatnie – Musisz być silna, maleńka. Po burzy zawsze wschodzi słońce.
Wypowiedziane przez niego słowa wydają się banalne, a jednak mają w sobie coś, co pozwala mi uwierzyć, że jednak kiedyś może będzie lepiej. Może już niedługo przestaną się kłócić, może znów będzie jak dawniej… Nadzieja na lepsze jutro i to, jak mnie nazwał sprawia, że w moich oczach ponownie pojawiają się łzy. Nie są to jednak łzy smutku. Po raz pierwszy od dawna wierzę, że będzie lepiej.
 - Dziękuję – szepczę, opierając głowę na ramieniu nieznajomego. Ten gest wydaje mi się taki dobry, odpowiedni do chwili, która trwa.
 - A teraz odprowadzę cię do domu, dobrze? Nie możesz spędzić nocy nad jeziorem. Chociaż nie powiem, całkiem miło by było spać tak pod gwiazdami.
 - Kozaczysz, czy próbujesz grać romantyka?
 - Jestem romantykiem. No i może trochę kozaczę – szczerzy się wesoło.
Też się uśmiecham. Pierwszy raz od dawna na moich ustach pojawia się szczery uśmiech. I to przez kogo? Przez chłopaka, którego znam od kilkudziesięciu minut, o którym kompletnie nic nie wiem. Przyłapuję się nawet na rozmyślaniu o tym, czy jeszcze kiedykolwiek go spotkam.
 - Więc chodźmy – oddycham głęboko. Zanim jednak udaje mi się choćby zacząć wstawać, nieznajomy zrywa się z miejsca i wyciąga do mnie dłoń.
Łapię ja trochę niepewnie. Jest duża. I ciepła. Jednocześnie silna i delikatna. Potrząsam głową, chcąc sprowadzić się z powrotem na ziemię. Ruszam przed siebie, nieznajomy rusza za mną.
 - Nawet nie wiem, jak masz na imię – mówi, doganiając mnie.
 - Paula.
 - Paulina.
 - Nie, nie Paulina. Paula – tłumaczę - Nie pytaj, ojciec się uparł… A ty? Poczekaj! Spróbuję zgadnąć!
 - Proszę bardzo – wzrusza ramionami, uśmiechając się. Wygląda, jakby się cieszył z powrotu mojego w miarę dobrego humoru.
 - Hmmm… - mruczę, obserwując go – Na Zdziśka to ty mi nie wyglądasz, na Edzia raczej też nie… Może… Wiktor?
 - Blisko. Też na W.
 - Naprawdę?! – wołam zdziwiona. Nie podejrzewałam, że uda mi się trafić w pierwszą literę jego imienia za pierwszym podejściem.
 - Imię na w… - przechylam głowę, szukając w głowie imienia – Wacek raczej nie.
 - No nie, nie Wacek.
 - Witek?
 - Nie – szczerzy się, dumny z mojej niecelności.
 - Więc musisz być Wojtek!
 - Niekoniecznie muszę, przecież mogę być Władkiem. Ale zgadłaś, jestem Wojtek.
 - Wiesz… – zatrzymuję się nagle – Dalej pójdę już sama. Nie chcę, żeby oni widzieli mnie z… No wiesz.
 - Jasne – uśmiecha się ze zrozumieniem.
Kiwam głową i ruszam przed siebie.
 - Paula?!
 - Tak?
 - Spotkamy się jeszcze kiedyś?
 - Wiesz, gdzie mnie znaleźć – mówię, spoglądając w kierunku, z którego przyszliśmy – Cześć.
 - Do zobaczenia – mówi. Wciska ręce do kieszeni i rusza przed siebie. Ja robię to samo.
Cicho otwieram drzwi i wślizguję się do mieszkania. Pozbywam się butów i wchodzę do salonu. Ojciec znów śpi na niewygodnej kanapie, bo matka wyrzuciła go z sypialni. Poprawiam koc, którym jest okryty i ruszam do siebie. Mimo tych wszystkich kłótni o każdą błahostkę, nadal go kocham. Nadal ich kocham…




Chłop z Mazur nr 1. 
:)

4 komentarze:

  1. Titta! :D :> zajebiście się zaczyna. Przepraszam, nie jestem w stanie skonstruować jakiegoś normalnego komentarza, po 2 godzinach korków i 8 w mieście nie myślę :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Chłop z Mazur, więc wszyscy na Mazury, nie w góry :D Jedziemy Titta? :D
    Nie zazdroszczę Pauli sytuacji w domu. Wtedy wątpi się we wszystko, co się przeżyło i myśli, że wcześniejsze sytuacje to iluzja. Może naprawdę się opamiętają i się obędzie bez rozwodu?
    Ech ten Wojtek ;) Wacka to on gdzie indziej ma :D Jaki troskliwy i... wielki :D Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza :D kozaczyć to on chyba nigdy nie przestaje ;p
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Yeaaahh ! :D nareszcie coś nowego ! ;D Cieszę się niezmiernie ! :D
    Zaczyna się świetnie ! ;) Czekam na kolejnyy ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Początek super mega :D Wpadać będę na pewno! :D

    http://walcze-bo-warto.blogspot.com/ zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń