~*II*~
Podanie Kurkowi własnego adresu było z mojej strony
wielkim błędem, chociaż przekonałam się o tym w zasadzie niedawno. Początkowo
zjawiał się co jakiś czas, za każdym razem się zapowiadając. Prosił wtedy,
żebym robiła swoje popisowe czekoladowe ciasto i miała w szafce tę herbatę,
którą uwielbiał. To mogłam jeszcze zdzierżyć. Nie było to zbyt uciążliwe. Ba,
było nawet przyjemne. Było, do czasu.
Z upływem czasu przyłaził coraz częściej i
jednocześnie coraz rzadziej były to wizyty zapowiedziane. Nie, żebym go nie
lubiła, broń Boże. Po prostu czasami naprawdę byłam zajęta, a on potrafił
zawracać mi głowę, przez całe popołudnie i wieczór. Zwłaszcza wtedy, gdy
dopadły go kontuzje. Znudzony Kurek, to bardzo nieznośny Kurek…
Siedzę nad stertą klubowych dokumentów, gdy do moich
uszu dociera dźwięk otwieranych drzwi. Wiem, że to on. Mogłabym powiedzieć, że
wyczuwam go wręcz po zapachu, co nie do końca odbiegałoby od prawdy. Kurkowe
perfumy czuć już w salonie, chociaż on dopiero co zaczął zdejmować kurtkę.
- Powinieneś
tu zamieszkać, naprawdę – mruczę sarkastycznie, gdy pojawia się w drzwiach.
- Nie mam
zamiaru – przysiada na biurku, nie odzywając się ani słowem. Wiem, na co czeka.
- No już.
Gadaj – podnoszę głowę, by spojrzeć mu w oczy. Mrugam trochę nerwowo, gdy zdaję
sobie sprawę, jak jest blisko.
- Chciałem ci
tylko powiedzieć, że już ci nie będę się zwalał na głowę. Jutro przyjeżdża
Natalia i jestem pewien, ze razem jakoś wymyślimy coś, co zajmie nam nudne
popołudnia i wieczory – szczerzy się, a ja nie rozumiem, o czym do mnie mówi.
Jest zdecydowanie za blisko.
- Czekaj,
czegoś nie rozumiem. Kto to jest Natalia? I czemu mówisz mi o niej dopiero
teraz, przecież na pewno dużo wcześniej wiedziałeś, ze przyjedzie.
- Natalia to
moja dziewczyna. Nie chciałem ci głowy zawracać… Bo wiesz, ja tak się cieszę,
że ona przyjedzie, że pewnie gdybym ci powiedział wcześniej, cały czas bym o
niej gadał. O widzisz? Już gadam tylko o niej – uśmiecha się przepraszająco.
Nawija dalej, ale ja już go nie słucham. Z jego
poplątanych wypowiedzi wyłapuję tylko jedno słowo. Natalia. Jego dziewczyna.
Niewidzącymi oczyma wpatruję się w ścianę. On nie jest sam. Co ja sobie w ogóle
myślałam? Że gwiazda światowej siatkówki, ktoś, kto ma takie oczy i usmiech, jest sam?
Przecież on kilka miesięcy temu skończył już 24 lata. Mój ojciec w tym wieku
miał już żonę i dziecko…
- Słuchasz
mnie w ogóle?
- Nie –
uśmiecham się krzywo, opanowując chęć wyrzucenia go z mieszkania.
- Maja, ja
wiem, że możesz być zła, ale…
- Powiesz o
niej jeszcze słowo, to oberwiesz, obiecuję ci to.
- Więc nie
jesteś zła?
- Zła o co?
- O Nati.
- Kurek,
imbecylu! Czy ty uważasz, że ja… Że ja cię… Kurek, popierdoliło cię?!
- Więc… A
Grankin mówił, że ty mnie kochasz!
Kodowanie: zabić Grankina przy najbliższej okazji.
Albo chociaż postraszyć, go że ukatrupię.
- Bartek,
przyjaźnimy się. Wybacz, ale nie mogłabym cię kochać. To byłoby jak kazirodztwo
– dziwię się samej sobie, że te kłamstwa tak łatwo przechodzą mi przez gardło.
Bo ja zdecydowanie mogłabym się w nim zakochać. Myślę nawet, że proces ten już
od kilku tygodni jest w toku.
- Świetnie!
Natka przyjedzie jutro, pewnie będzie chciała odpocząć, ale pojutrze musisz
wpaść na kolację! Musicie się poznać!
- Jasne,
Bartek. Na pewno przyjdę. Dzięki za zaproszenie.
- To ja ci
już nie będę dupy zawracał. Pracuj sobie spokojnie. Do zobaczenia jutro na
treningu! – wrzeszczy, idąc w stronę korytarza. Po chwili słyszę zatrzaskujące
się za nim drzwi.
- Pracuj
spokojnie – prycham pod nosem – Teraz to na pewno będę w stanie. By cię diabli
wzięli, Kurek!
Nieszczęścia chodzą parami. Babcia zawsze mi to
powtarzała, a ja za każdym razem tylko głupkowato się uśmiechałam. Bo czemu by
nie? Nigdy nie miałam aż takiego pecha, by przyciągać dwie tragedie
jednocześnie. Nie miałam aż do dziś.
Stoję przy wejściu na halę i kompletnie nie wiem co
ze sobą zrobić. Z jednej strony widzę Kurka z dziewczyną, z drugiej zaś, co
dołuje mnie chyba bardziej od Bartka i Nat, zauważam Alexa. Co on tu robi? I
jak może po tym co zrobił, tak po prostu mi się przyglądać? Jak może się tak do
mnie uśmiechać? Jak może tu w ogóle być?
- Maja! –
woła, ruszając w moją stronę.
Mam wielką ochotę wycofać się i zamknąć się w swoim
gabinecie, jak najzwyklejszy tchórz. Robię nawet kilka kroków w tył, ale wpadam
na coś twardego, co jednak ścianą nie jest. Odwracam się i staję twarzą w twarz
z szarookim brunetem. Z roztargnieniem spoglądam najpierw w jego oczy, a potem
na dłonie. Brak obrączki to dobry znak. Nieznajomy, zupełnie jakby czytał w
moich myślach, z uśmiechem na ustach unosi brwi do góry. A potem, jak gdyby
nigdy nic, pochyla się i dotyka ustami mojego policzka.
- Tęskniłaś,
mała? – pyta, z przekornym błyskiem w oczach.
- Przecież
nie było cię tylko tydzień – macham znudzona ręką, po czym z cichym piskiem
rzucam się mu na szyję.
- Należy ci
się Oscar. Świetna gra, taka realistyczna – szepcze mi do ucha. Wyczuwam, że
się uśmiecha.
- Chyba Złota
Malina – burczę.
Odrywam się od niego, a on obejmuje mnie ramieniem i
przyciąga do swojego boku, zupełnie jakby robił to od zawsze. I nagle przestaje
się liczyć Kurek i jego dziewczyna oraz zbliżający się z zaskoczoną miną Vołkow.
Czuję się bezpiecznie, zupełnie, jakbym mogła stawić czoło całemu światu. I
wygrać.
- Cześć, Lex!
Co tam u ciebie? – pytam z lekko wymuszonym uśmiechem. Brzmi to nawet nie
najgorzej, prawie zupełnie swobodnie.
- W zasadzie nic nowego – mówi trochę zbity z
tropu – Ale widzę, że u ciebie trochę się zmieniło.
- Chyba nie
myślałeś, że po pięciu latach nadal będę ryczeć przez ciebie w poduszkę? – nie
wierzę, że powiedziałam coś takiego.
- Nie… Nie,
nie myślałem… Szczęściarz z ciebie, Anderson – kiwa głową, patrząc na ciągle
przytulającego mnie bruneta.
- To ja
jestem szczęściarą – wbijam kolejną szpilę. Niech odczuje chociaż małą
namiastkę tego, co ja przeżyłam pięć lat temu – Wybacz, ale… Sam rozumiesz –
uśmiecham się przepraszająco, po czym chwytam dużą i ciepłą dłoń bruneta,
wyciągając go za sobą na korytarz.
We własnym gabinecie, wreszcie naprawdę bezpieczna,
opieram się o drzwi i wzdycham głęboko. Patrzę na mojego bohatera, uśmiechając
się trochę niepewnie.
- Tłumacz się
– mówi, ciągle jednak się uśmiecha.
- Do Kurka
przyjechała dziewczyna, cholerny idiota nic mi nie powiedział! I jakby tego
było mało, przypałętał się jeszcze Alex! Nie wiem po jaką cholerę! Pięć lat go
nie było! Cholerne pięć lat! I co? Myśli sobie teraz, że może od tak wrócić i
wszystko będzie jak dawniej?! Ooo niedoczekanie jego! – wyrzucam z siebie słowa z prędkością serii z karabinu maszynowego –
Potrzebuję przyjaciela.
- Dobrze się
składa, bo ja potrzebuję przyjaciółki – szczerzy się wesoło, jego oczy błyszczą
się jak dwa diamenciki – Kuzynka wychodzi za mąż. Jeżeli pojadę sam, matka znów
będzie się nade mną znęcać. A do tego trener szuka mi dziewczyny.
- To się
naprawdę dobrze złożyło – kiwam głową, podchodząc do niego – Jestem Mariola
Ratajczyk. Po prostu Maja – dodaję, widząc jego przerażoną minę.
- Maja –
powtarza ze skupioną miną – Matt Anderson. Osobisty odstraszacz byłych
chłopaków.
- Cuuudnie!
Ciągle jestem...
Oni też są. Zdecydowanie są.
Może torcik?? ^^
Matt! *.* Matt!
OdpowiedzUsuńALex, wyjdź --------->>>>
Kurek + Natalia = Big Loff? :D
No i Matt! ;D
masz torcik!
Ach te torciki^^ hehe Niby nic nie znacząca sprawa.. Taki bohaterski Matt^^ Może coś z tego będzie?;p Szczerze to wolałabym ich jako parę niż ją +Bartka.;d Niech sobie ma tą Natalię;d czekam na kolejny, choć wnioskuję, że ostatni rozdział tej historii:(
OdpowiedzUsuńOni tu są i rzucają tortem dla mnie :D taka parafraza :D
OdpowiedzUsuńŁoo i teraz już wiem, czemu niby-Kurek :D Matt ^^ już musiałaś męża wcisnąć ;p
No idealna scena zazdrości :D Się oboje wczuli, że by się odkleić nie mogli niedługo ;p
A może Kurek też będzie zazdrosny?
Czekam na weselicho :D
Pozdrawiam