niedziela, 15 września 2013

~*III*~





~*III*~



W ciągu kolejnych kilkunastu dni moje życie było istnym cyrkiem. Matt oscarowo grał rolę zakochanego we mnie do szaleństwa, mnie też z niewielkim trudem przychodziło udawanie zainteresowanej nim. Polubiłam go. Alex, którego dopadła kontuzja, ciągle bawił się w podchody, miałam czasami wrażenie, że chciałby, żeby było jak dawniej, ale niestety nie mogło już tak być. I nie chodziło nawet o to, że tak bardzo mnie wtedy zranił. Po prostu w ciągu tych kilku lat skutecznie się z niego wyleczyłam. Zastanawiałam się nawet, czy w ogóle go kochałam, czy po prostu zakochałam się w fakcie, że ktoś taki jak on zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ja. Największy problem był jednak z Bartkiem. Był nieznośny jak małe dziecko. I zachowywał się jak typowy pies ogrodnika, sam nie zamierzał dotykać, ale innym też nie miał zamiaru na to pozwalać. Dlatego właśnie wyjazd z Mattem do Stanów był istnym wybawieniem.
 - Nareszcie! Cisza, spokój, zero Kurka – mruczę, rozsiadając się wygodnie w fotelu.
 - Poczekaj, aż dopadnie cię moja rodzinka – uśmiecha się siedzący obok brunet.
 - Jestem na to przygotowana. Poważnie!
 - Na to nie można się przygotować, uwierz. Ja sam czasami mam ochotę zwiać, gdy się na mnie uwezmą.
 - Na szczęście teraz będziesz miał ochronę.
 - W końcu mama da mi spokój – mruczy z komiczną miną – Ona ciągle szuka mi żony. Będzie zachwycona, że sam się tym zająłem.
 - Myślisz, że w to uwierzy?
 - A czemu miałaby nie wierzyć? – spogląda na mnie maślanymi oczyma, a ja parskam śmiechem.
 - Gdy już skończysz z siatkówką, powinieneś poważnie pomyśleć o aktorstwie. Świetnie ci to wychodzi.
 - Tobie też nie najgorzej. Zwłaszcza, jak Alex jest w pobliżu, a ty tak zawzięcie się na mnie rzucasz.
 - Jesteś okropny! Wcale się na ciebie nie rzucam!
 - Może i nie, ale jeśli odegrasz coś takiego przed moją matką, zacznie nam planować ślub. Do czego sumiennie dołączą się wszystkie ciotki i kuzynki – wzdycha głęboko – Strasznie to czasami męczące, ale nie potrafię sobie nawet wyobrazić, żeby ich nie było.
Uśmiecham się pod nosem, widząc jego szczęśliwą minę. Niezaprzeczalnie cieszy się z tego spotkania z rodziną. Niektórych nie widział pewnie od wieków, co przy jego zawodzie jest zupełnie normalne. W domu jest gościem. Ale wraca. Ja nie byłam w Polsce od ponad pięciu lat. Nie miałam do kogo wracać…
 - Posmutniałaś – zauważa.
 - Pomyślałam o rodzicach. Miałam 16 lat, gdy zginęli w wypadku…
Nic nie mówi. Zaciska swoją wielką dłoń na mojej, to zupełnie wystarcza. Opieram głowę na jego ramieniu i zamykam oczy. Dobrze jest mieć go przy sobie – przebiega mi przez głowę – dobrze byłoby mieć go zawsze…

Przesuwając wolno dłońmi po ramionach Matta, kątem oka obserwuję jego matkę i towarzyszące jej ciotki, babki i kuzynki. Szepczą coś do siebie, chichoczą, ani na moment nie spuszczając z nas swoich oczu. Matt miał rację, one już planowały nam ślub, a przecież my tylko tańczyliśmy.
 - One mnie przerażają – mruczę, przysuwając się bliżej niego.
 - Jutro wyjeżdżamy, dasz radę – patrzy mi w oczy z tym swoim uśmieszkiem – Powinienem ci ładnie podziękować. Przynajmniej one nie przyprowadzają mi jakichś…
 - Nie kończ. Matti, zrobiłbyś dla mnie to samo. Właściwie robisz.
 - Czyli jesteśmy kwita? – szczerzę się – Matt, chyba powinniśmy im wytłumaczyć, że my to tak nie na poważnie. Po co robić im nadzieję?
 - Maja, z nimi nie wygrasz, uwierz. One wiedzą swoje. Ale możesz spróbować – zatrzymuje się nagle i pociąga mnie w ich kierunku.
 - Och Matti, jak wy słodko razem wyglądacie – zachwyca się jego matka.
 - A ja już zaczynałam tracić nadzieję, że znajdziesz sobie jakąś miłą panienkę bez naszej pomocy – dodaje któraś z kuzynek.
 - A Maja to ładna dziewczyna – babcia oczywiście też musiała dodać coś od siebie.
 - A jakie dzieci ładne będą!
 - Ale my nie… - próbuję coś powiedzieć, ale niestety kochane kobiety nie dają mi dojść do słowa.
 - Oczywiście, że nie! Dzieci dopiero po ślubie!
 - No właśnie, Matti, to kiedy ślub?
 - Będziesz pierwszą osobą, która dowie się o tym, że się żenię mamo, obiecuję. A teraz przepraszam, porywam Maję na spacer.
Nigdy raczej nie pociągały mnie spacery w blasku księżyca. Przestałam być niepoprawną romantyczką, wierzącą w wielką miłość do końca życia w dniu, w którym odszedł Alex. Starałam się twardo stąpać po ziemi i nie bujać w obłokach. I co najważniejsze, nie wyobrażać sobie Bóg wie czego po jednym czy dwóch spotkaniach.
Ale z Matthew było inaczej. I chociaż dobrze wiedziałam, ze to tylko gra, nic poważnego, w mojej niepoprawnej głowie zrodziła się myśl, że miło byłoby móc spacerować z nim tak częściej. Dużo częściej. Po raz kolejny zapragnęłam, żeby został ze mną już na zawsze.
 - Zamyśliłaś się – zauważa, wyrywając mnie z dalekiej podróży – Gdzie byłaś?
Tutaj, z tobą.
 - Tu i tam – uśmiecham się krzywo, spoglądając na niego kątem oka – Wiesz, tak tu cicho i spokojnie, że czuję się trochę nieswojo. Przywykłam już do tego meczowo-treningowego zamieszania i chaosu.
 - Taaak, można to naprawdę polubić.
 - Oto zdanie eksperta! – żartuję sobie, a on mrozi mnie tym swoim ciemnoszarym spojrzeniem. Jednak gdy nasze spojrzenia się krzyżują, wyraz jego oczu nagle się zmienia. Nabierają dziwnego, ciepłego blasku. Wyprzedza mnie, zatrzymuje się i przyciąga do siebie tak, że opieram czoło na jego ramieniu. Na skroni czuję powiew jego gorącego oddechu, mój żołądek zdaje się żyć swoim życiem. Serce też.
 - Jesteś skarbem, maleńka – mruczy, po czym pochyla się przyciskając usta do moich ust.


Powrót do Moskwy trochę mnie przerażał, ale wcale nie było tak źle. Zdecydowanie na plus przemawiał fakt, że Alex w końcu wrócił do siebie. Na horyzoncie ciągle jeszcze zostawał Kurek, ale jego Nat starała się trzymać krótko. Strasznie zazdrosna z niej dziewczyna. Najwidoczniej nie do końca jest pewna tego, co Bartek do niej czuje. Ale żeby we mnie widzieć zagrożenie? Przecież ja swojego księciunia już odnalazłam. Za oceanem, w innej strefie czasowej, ale jednak.
 - Maja! No wreszcie jesteś! – Bartosz, jak to on, biegiem rusza w moją stronę i porywa mnie w ramiona, kręcąc się dookoła własnej osi.
 - Bartosz, zachowuj się jak dorosły facet, dobrze? Co o tobie pomyśli twoja dziewczyna?
 - Narzeczona – wcina się do rozmowy Natalia, przeczesując włosy palcami i całkiem przypadkowo chwaląc się pierścionkiem.
 - Dzieciaku! Gratulacje! – zaciskam ramiona na kurkowej szyi.
 - A jak tam ty i ten… Nie przyjechał tu z tobą?
 - Nie mógł niestety – uśmiecham się do blondynki, nie mówiąc nic więcej.
 - Tak to już z nimi jest, wykorzystają i zostawią – kiwa głową ze zrozumieniem.
 - Wiesz coś na ten temat, tak?
 - Ale chyba w ciąży nie jesteś?! – drze się Kurek.
 - Nie wiem, Bartuś. Jeszcze za szybko, żeby to stwierdzić – uśmiecham się szeroko, wyciągając z torebki białą, grubą teczkę – Wiecie co tu mam, smerfy?! – drę się tak, żeby wszyscy mnie usłyszeli.
 - Premie? – odzywa się Grankin.
 - Żartowniś. Panowie, ten tydzień jest naszym ostatnim wspólnym tygodniem. Potem pakuję manatki i wyjeżdżam.
 - No chyba nie powiesz mi, że do niego! – piszczy Bartek – Nie możesz! To mój przyjaciel!
 - Tak, Bartosz, ja wiem. Ale z miłością nie wygrasz…




I to by było na tyle :)








2 komentarze:

  1. Mattowo :D No i nawet dobrze wyszło ;p
    Kurka krótko trzymają :P Chyba troszkę mu Maja zawróciła w głowie, może i by wykrzesał do niej trochę uczucia, ale po co mieszać, skoro pan Anderson przestał udawać, a naprawdę się zakochał :D W dodatku ściąga Maję do siebie :D
    Hłe hłe, to było przeurocze z tym weselem :D
    "Jesteś skarbem, maleńka" <3 rozpłynęłam się i została po mnie plama... mmmm....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. "jesteś skarbem, maleńka" podobnie jak Martitta rozpłynęłam się mimo 12,5 stopnia na schodach w internacie xD
    Matt *_* uwielbiam to. No cudowne no ;D
    Kurka za krótko trzymają, ale mu nie zaszkodzi. Ciekawe, czy Natalia jak jest nie posłuszny to go bije patelnią xD

    OdpowiedzUsuń