~~Stella~~
Byłam,
jestem i będę. Zawsze już będę ta złą, która niszczy
wszystko i wszystkich, którzy coś zaczynają dla mnie
znaczyć. Jego też zniszczę, chociaż jest dla mnie całym światem.
Nie, nie kocham go. Takie jak ja nie kochają. I chociaż nie
wyobrażam sobie dnia,w którym on powie mi, ze już żadnej
nocy nie spędzimy razem, uczuć, które odczuwam, będąc przy
nim, nie można nazwać miłością. Nawet go nie lubię. No, może
trochę... Mi zależy jedynie na tym, co on może mi dać, co może
zrobić, by każda chwila z nim spędzona była niepowtarzalna i
niezapomniana.
Ale
nie o tym miałam mówić. Przecież jestem zimną suką, za
taką mają mnie inni. Twierdzą, że nie mam żadnych uczuć. To
prawda. Mam niespełna 21 lat, a życie już kilka razy kopało mnie
w dupę. Dwa ostatnie kopy sprawiły, że jestem tym, kim jestem. Kop
pierwszy, bardzo bolesny. Siedemnastoletnia naiwniaczka przyłapuje
chłopaka z własnym, rodzonym bratem w jednoznacznej sytuacji.
~
Byłaś tylko przykrywką, mała. Co, może myślałaś, ze byłem z
tobą na poważnie?
~
...
~
Naprawdę tak myślałaś! Jesteś śmieszna, wiesz?
I
ten drugi kop, jeszcze bardziej bolesny, niż ten pierwszy. Po
długich miesiącach znów odważyłam sie zaufać facetowi. I
to był błąd. Najpoważniejszy w moim życiu. Podłamana po
historii z Rafałem, przygodą z Piotrkiem załamałam się już do
końca. Miałam 19 lat, byłam pewna, ze chcę spędzić z nim resztę
życia. A on przeleciał moją matkę na kuchennym blacie. Wiem, bo
ich przyłapałam.
-
Stella! - słysząc jego głos, odwracam się powoli, bez cienia
uśmiechu na ustach. Michał staje przede mną i łapiąc mnie dwoma
palcami za podbródek, przyciska swoje usta do moich.
-
Michale - odrywam się od niego i odsuwam na długość ramienia -
Prosiłam, żebyś nie rzucał sie na mnie na środku ulicy!
Tak,
cholernie dobrze wiem, że bardzo trudno mu nie okazywać uczuć,
które do mnie żywi. Ale tak nie można. On ma narzeczoną,
niedługo pewnie się z nią ożeni. A ja dalej będę Stellą. Suką,
która rani wszystkich dookoła siebie.
-
Stella... - zaczyna, ale nie kończy - Dobija mnie to, ze nie znam
nawet twojego imienia! I to, że nie mogę cię dotknąć, przytulić,
pocałować, gdy jesteśmy w miejscu publicznym! - irytuje się.
-
Pamiętaj, że to dla twojego dobra. Przecież nie chcemy, żeby
Monika, albo jakaś jej znajoma nas zobaczyła, prawda? Z resztą...
Stella jest o wiele ładniejsze, niż moje prawdziwe imię.
-
Taaa... Chodźmy już do ciebie - jest bardziej niecierpliwy niż
zwykle. Kiwam głową i ruszam w kierunku własnego mieszkania, które
znajduje się za rogiem.
-
Misiu! - słyszę nagle. Odwracam się gwałtownie, stając twarzą w
twarz w brązowooką brunetką. Monika.
-
Moniś! - Michał nie pokazuje swojego zdenerwowania, chociaż ja
dostrzegam nerwowo drgającą tętnicę na jego szyi. Dopada mnie
szaleńcza ochota dociśnięcia do niej swoich ust, ale szybko ją od
siebie odganiam. Nie jestem aż tak przesiąknięta złem, żeby
niszczyć związek Miśka. Wiem, że gdybym to zrobiła, on nie
przyszedłby już do mnie nigdy więcej. A ja uwielbiałam, gdy do
mnie przychodzi i robi ze mną to, na co nie pozwala sobie z Moniką.
Wie, że ja nie boję się eksperymentów.
-
Cześć - wyciągam do brunetki rękę - Musisz byś dziewczyną tego
farciarza. Jestem jego kuzynką, Martyna, miło mi.
-
Oj tam zaraz farciarza - jest wyraźnie zmieszana moimi słowami -
Monika, mnie również miło.
-
Co ty tu robisz, kotek? - Michał przerywa lekko uciążliwą ciszę.
-
Ja? Ja... Ja... - zaczyna się jąkać i uciekać wzrokiem przed jego
spojrzeniem.
Ja
już wiem, co tu robi. Śledziła go. Obserwując ją, można się
domyśleć, że boi się o swój związek z Kubiakiem. Kocha
go, ale nie do końca mu ufa. Informacja o tym, że jestem kubiakową
kuzynką wytrąciła ją z równowagi. Była pewna, że jestem
kimś więcej. Miała rację, ale mnie - jak zawsze w takich
sytuacjach - udało się uśpić czujność "wroga".
-
Michał, możemy już iść? Proszę - patrzę na niego błagalnie -
Naprawdę zależy mi, żebyś pomógł mi z tymi szafkami. Sama
nie dam rady.
Nie
do końca wiem dlaczego, ale postanowiłam uratować Monikę przez
jej chłopakiem. Nie wyglądała na złą kobietę, wręcz
przeciwnie, na pierwszy rzut oka była najnormalniejszą w świecie
studentką, za spokojną, jak na moje normy. Nie była ani ładna,
ani brzydka, była przeciętna. Ale miała w sobie coś, co wzbudzało
sympatię nawet w takiej osobie, jak ja.
-
Ja trochę się śpieszę - mówi Monika, oddalając się od
nas wolno - Do zobaczenia później, Misiek. Miło było cię
poznać, Martyno!
-
Czemu to zrobiłaś? - Kubiak patrzy na mnie z dziwnym wyrazem twarzy
- Czemu powiedziałaś jej, że jesteś moją kuzynką?
-
Bo mimo że jestem, kim jestem, wierzę, że ty naprawdę ją
kochasz. Tak jak ona ciebie. Nie chcę tego psuć.
-
Jesteś niesamowita - szepcze wprost w moje ucho. Po moich plecach
przebiega przyjemny dreszcz – Naprawdę masz na imię Martyna?
-
Zgłupiałeś?! Powiedziałam pierwsze imię, które wpadło mi
do głowy! Chodźmy już – mruczę, łapiąc go za rękę –
Musisz mi w końcu pomóc...
Wtedy
nie wiedziałam jeszcze, że tamto z pozoru niewinne spotkanie będzie
miało takie skutki. Dziś już o tym wiem. Siedzę na rogu wanny,
zaciskając dłoń na białym kawałku plastiku z czerwonym plusem.
Jestem w ciąży. Z nim. I mam zamiar to dziecko urodzić.
Zamykam
oczy i wzdycham głęboko. Długo się oszukiwałam, udawałam kogoś,
kim nie jestem. Prawda jednak jest taka, że nadal jestem tą
siedemnastolatką, która kochała Rafała. I
dziewiętnastolatką, która uwielbiała Piotrka. Skazana
jestem na swoją beznadziejnie romantyczną naturę i nic nie mogę
na to poradzić. Łatwo ulegam uczuciom, a potem długo muszę się z
nich leczyć. Jego też kocham, od samego początku, chociaż uparcie
twierdziłam, że jest zupełnie inaczej. Jak głupia myślałam, że
jeśli wystarczająco wiele razy będę powtarzać, że nic do niego
nie czuję, tak naprawdę się stanie. Niedoczekanie...
-
Stella! Jesteś tu?
Michał!
Zrywam się z miejsca, co powoduje lekkie zawroty głowy. Opieram się
o ścianę, wrzucając test do pralki. Byleby tylko go nie zobaczył.
Biorę kilka głębokich wdechów i otwieram drzwi. Stoi przy
kuchennym stole, uśmiechając się trochę niepewnie. Obok niego
stoi czarna walizka.
-
Michał... Co to ma znaczyć?
-
No więc... Pomyślałem sobie, że może mnie przygarniesz...
-
Przecież masz mieszkanie.
-
No tak, ale... – urywa, skacząc wzrokiem we wszystkie strony. Z
rozbawieniem zauważam, że zaczyna wyłamywać palce. Zdenerwowany
Kubiak! No coś takiego!
-
Wykrztuś to wreszcie – mruczę.
-
Monika przyznała się, że mnie śledziła. Od jakiegoś czasu.
Powiedziała, że skoro mi nie ufa i że nawet moje kuzynkę
podejrzewała o romans ze mną, to nic z nas nie będzie. Dlatego się
spakowałem i jestem.
-
Przecież nie możesz tak po prostu... Nie możesz!
-
Stell, znamy się nie od dziś! Przecież mnie nie wyrzucisz – robi
tę swoją błagalną minę.
-
Możesz zostać. Ale nie na długo – zastrzegam.
-
Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć! Zrobisz jakieś kanapki?
Umieram z głodu. Ja tymczasem wrzucę rzeczy do pralki...
-
Nie! Ja to zrobię! – zagradzam mu drogę, ale on łapie mnie za
ramiona i po prostu przestawia z miejsca na miejsce.
-
Sam umiem nastawić pralkę.
Wchodzi
do łazienki, ciągnąc za sobą walizkę. W myślach odliczam
sekundy do wybuchu. Słyszę, jak otwiera błyskawiczny zamek, potem
jak coś o coś uderza. W chwilę później Kubiak wydaje z
siebie dość dziwny dźwięk i wypada z łazienki trzymając białe
magiczne pudełko w dłoni. Zdążyłam policzyć do trzynastu. Czyż
to nie pech?
-
Co to jest?!
-
Przecież wiesz.
-
Jesteś w ciąży?
-
Tak – nie mam zamiaru kłamać.
-
Pogratuluj tatusiowi – warczy i rusza w stronę łazienki.
-
Gratuluję – mówię, a on zaplątuje się we własne nogi i
ląduje pod kuchennym stołem – Michał!
-
To... Ty... Moje?
Kiwam
wolno głową, czekając aż wydostanie się spod stołu.
-
Cecylia.
-
Co? – marszczy czoło.
-
Tak mam na imię. Chciałeś wiedzieć.
Życie
pod jednym dachem wcale nie jest takie łatwe, jak by się mogło
wydawać. Krępuje mnie jego obecność. On też wydaje się inny,
niż dotąd. Dobrze wiem, że on co najwyżej mnie lubi, co nie
zmienia faktu, iż jego troska o mnie jest przesłodka. Czasami, gdy
tak bardzo o mnie dba i wypytuje, czy mi czegoś nie potrzeba, mam
wrażenie, że w tym wszystkim jest coś więcej...
-
Michał?
-
Hmm? – mruczy z pełnymi ustami.
-
Po południu mam USG. Pomyślałam, że może... Może chciałbyś
pójść?
-
Z tobą?
-
Beze mnie raczej nie miałbyś po co iść, prawda?
-
No tak...
-
Wiesz, powinniśmy już usłyszeć jak bije mu serduszko.
-
Albo jej.
-
Albo jej – uśmiecham się. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym
dniem kocham go bardziej.
Michał
przez cały czas trzyma mnie za rękę. Gdy wchodzimy do poczekalni,
gdy siedzimy na krzesełkach, czekając na naszą kolej, nawet wtedy,
gdy już jesteśmy w gabinecie. Lekarka uśmiecha się do mnie
pobłażliwie, gdy Kubiak kurczowo się mnie trzyma nawet, jak leżę
już na kozetce. Zafascynowany patrzy, jak rozsmarowuje żel na moim
brzuchu, a potem przykłada do niego sondę.
-
O. Tutaj jest... Oj, chyba będzie niespodzianka.
-
Jaka niespodzianka?
-
Widzicie państwo? – wskazuje palcem na monitor – O tutaj i
tutaj.
-
Chce pani powiedzieć, że to bliźniaki?
-
Z całą pewnością. Gratuluję.
-
O mój Boże – szepczę, czując jak po moich policzkach
płyną strumienie łez – Jak tyś to zrobił?
-
Ja... No normalnie chyba – uśmiecha się trochę bezradnie, po
czym głośno cmoka mnie w policzek – Uwielbiam cię, Cel.
I
nagle świat staje się piękniejszy. Bo skoro teraz mnie uwielbia,
to może w niedalekiej przyszłości pokocha?
-
Wydrukuję zdjęcia – ciszę przerywa głos lekarki.
-
Dziękujemy – mruczę, ciągle dochodząc do siebie po tej
niespodziewanej wiadomości. Podwójne szczęście, bliźniaki!
-
Wiesz, chciałem poczekać do jutra, w końcu jutro minie pół
roku... – do moich uszu dociera cichy szept Michała – Ale chyba
nie dam rady... Cel kocham cię, chyba od samego początku... No i...
I skoro jesteś... No, będziesz matką... Matką moich dzieci,
czy... Czy zostaniesz moją żoną?
Przyszłość
okazała się naprawdę niedaleka. A szczęście wręcz potrójne.
I na tym na jakiś czas kończy się moja wesoła (?) twórczość...
Może kiedyś...
Dla Marty ;*